Wpisy z okresu: 3.2006

    G-Unit ;)

    Jak zwykle kot, siedział na rurach. W sumie, to go nie rozumiem, bo do ciełych one nie należą. Ba! Wręcz przeciwnie. No ale widocznie mu tam wygodnie.
    Ciemność zalała fala żółtego światła. Białe to ono nie było, bo żarówka pokryta jest kurze i drewnianym pyłem.
    Po prawo szawki. Nie, zbyt duży byłby huk. Zresztą, jeszcze mogłaby się złamać, a tego nie chciałem.
    Poszedłem dalej. Tam, gdzie rozwidla się korytarz. Gdzie kłódką odłupywałem róg ściany. Z nudów.
    Stanąłem przed nią. Duża. Szara i brzydka. Choć na swój sposób piękna.
    Zamknąłem oczy. Kilka głębokich wdechów.
    I zacząłem w nią uderzać. Tak po prostu. Prowizoryczne rękawice do (podobno – tak niby było napisane na opakowaniu) kung fu. Tiaaa, jasne…
    Ale przynajmniej nie złamię sobie nic. Chyba…
    Liczyłem, że będą dostateczną ochroną. Bo nie wierzyłem, ale liczyłem. Choć to wbrew logice. Zresztą moje życie jest wbrew jej od jakiegoś tygodnia.
    Chrupnęło. Taki nie przyjemny dźwięk. I tak mnie zaczęła palić lewa ręka, że myślałem, że zaraz stracę przytomność.
    Oczy zalała fala szarości i tylko przy mrugnięciu przebijało się światło.
    Chciałem usiąść, ale upadłem jak uderzony niewidzialnym ciosem.
    Ręka bolała strasznie, a ja się tylko zastanawiałem, czy naruszyłem jakąś kość dłoni, czy uszkodziłem ponownie złamaną paskudnie, kość przedramienia*. Druga opcja, nie nastrajała mnie opytymistycznie.
    Straciłem poczucie czasu.
    Gdy w miarę zacząłem kontaktywać, wyciągnąłem prawą ręką papierosy. Chciałem zapalić. Ale jakoś jednocześnie nie. I w końcu nie zapaliłem.
    Nie wiem czemu. Tak jak nie wiem, czemu naszła mnie ochota. Albo czemu przeszła.
    W końcu wstałem, wspierając się o ścianę.
    Zacząłem poruszać lewą ręką. Powoli, bez pośpiechu. Wszystko dobrze. Pora na dłoń…
    No i to było już gorzej. Łzy same poleciały. Kurwa, zajebiście bolało.
    Chyba, przestawiłem sobie jakiś staw. Nie wiem. Przyłożyłem dłoń do ściany i przycisnąłem cały ciężarem ciała. Znów ten chrzęst.
    Znów ból.
    Tym razem zapaliłem. Powietrze zbyt bolało.

    * Podwójne otwarte złamanie tuż powyżej nadgarstka, z przemieszczeniem i odłamkami.

    Zwykły szary dzień, pośród muzyki.
    Dziwne i niespodziewane spotkanie.
    Życie mnie ciągle zaskakuje.
    Czy potrzebne? Tak.
    Co dalej? Może mi powie. Ale muszę go najpierw odnaleźć gdzieś w sieci…

    Rydzyk MasterCard…
    click

    Za co, pierdolona, pisowska KRRiT nałożyła karę na Polsat…
    click

    DJ Marcinkiewicz – pierwszy klubowicz (ciągle) III RP…
    click

    Piepszone, ciekawskie mohery…
    click

    Tylko i wyłącznie od 18 lat…
    click

    Więc tak

    2 komentarzy

    W sądzie wyniki są następujące:

    Jakiej słuchasz muzyki? (szeroko pojętej):

    Gitarowa (rock, metal) – 50%
    Inna – 31.82%
    Elektroniczna (house, techno, trance) – 18.18%
    Popowa (pop, dance) – 0%

    Cmentarna brama jest już od dawna zamknięta
    I prawie nikt nie pamięta tego miejsca
    Gdzie zasnął na wieki nasz przyjaciel wspaniały
    Zawsze nam pomagał zawsze dawał dobre rady
    Nagły Atak Spawacza przekazuje mu pokój
    A dla Was wszystkich niech to będzie ostrzeżenie
    Jak łatwo odebrać człowiekowi nadzieję
    Sposób na życie miał chłopak bardzo prosty
    Regularnie palił za sobą wszystkie mosty
    Łączące jego życie z naszym światem
    Więc nie próbujcie czasem mówić że był wariatem
    Bo był kurwa normalny ale miał problemy
    Z którymi czasami sobie rady nie dajemy
    Ciągle o coś walczył oczywiście dla idei
    Myślał tak jak my i nie tracił nadziei
    Że dobre rzeczy na świecie da się jeszcze uratować
    Tylko trzeba samemu je kontrolować
    Pierwszy gwóźdź do trumny wbiła jego dziewczyna
    Gdy pewnego dnia niespodziewanie oznajmiła
    No wiesz jak jest inne charaktery
    Ja muszę się wziąć za robienie kariery
    Słuchał jej uważnie miał kamienny wyraz twarzy
    Gdy wyszła z mieszkania popłakał się dwa razy
    Zastanawiał się nad sensem swego istnienia
    Razem z nią odeszły niektóre piękne marzenia
    Zabrali mu słońce pierdolone słońce
    Tak radosne i tak gorące
    Zabrali mu słońce i poznali z nocą
    No odpowiedz kurwa powiedz mi po co
    Zabrali mu wolność i zaufanie
    Podłączyli do czegoś i zrobili w mózgu pranie
    Gdy już jakoś się pozbierał wpadł w kolejne gówno
    Z którego wyjść jest bardzo trudno
    Rodzice się nim w ogóle nie interesowali
    I przez cały czas jak powietrze traktowali
    Mieli przecież kochaną córeczkę
    Która przypominała łagodną owieczkę
    Pamiętam jak jeden raz on strasznie się żalił
    Że nie ma już w nim życia że się wypalił
    Rozwijanie świadomości to go podniecało
    Dawało mu energię i nakręcało
    Potrafił wpierdalać non � stop przez dwa tygodnie
    I po takim mityngu wyglądał okropnie
    Problemy z ostrością i rozstępy na twarzy
    Ale ty schudłeś � zauważyli nawet starzy
    Zauważył zmiany także znajomy dentysta
    Gdy zobaczył jego język uśmiech zniknął mu z pyska
    Chcieliśmy z Nim pogadać to kazał nam spierdalać
    Uspokoił się dopiero gdy zaczęliśmy przypalać
    Zaczął płakać i powtarzać że nie wie co się dzieje
    Ze coś czy ktoś odbiera mu nadzieję
    Ojciec go wyrzucił tydzień temu z mieszkania
    A matka wędruje od szpitala do szpitala
    Chciałem się dowiedzieć o co tak naprawdę mu chodzi
    Ale kwach już zaczął ostro mu wchodzić
    Uśmiechnąłem się do Niego i spojrzałem mu w oczy
    Jego źrenice już nabrały pełnej mocy
    Spokojnie � powiedziałem � pamiętasz o co walczyłeś
    Co mocno kochałeś czego nienawidziłeś
    Spojrzał na mnie tym już nieobecnym wzrokiem
    Uśmiechnął się cynicznie i powiedział � trochę
    Miłość i nienawiść to dzieci niewoli
    Wydane na świat dla lepszej kontroli
    Nad ludźmi którzy muszą mieć podziały
    Bo bez nich świat zrobi się zbyt szary
    Wstał i odszedł bez pożegnania
    Miesiąc później słuchaliśmy już kazania
    To był mały pogrzeb wielkiego człowieka
    Który nieustannie na coś czekał
    Wierzył w dobro i walczył o zmiany
    A sam był ciągle przez bliskich zdradzany
    Pomagał innym przezwyciężyć cierpienie
    A sam tracił wewnętrzną nadzieję
    Że wrócą do niego osoby które tak mocno kochał
    I to właśnie przez nie poleciała mu krew z nosa
    Przed śmiercią napisał � czy to była moja wina
    Że przedstawienie tak szybko się zaczyna
    Zabrali mi słońce pierdolone słońce
    Tak radosne i tak gorące
    1996 Nagły Atak Spawacza
    On dobrze wiedział co ta nazwa oznacza
    Specjalnie o nim i specjalnie dla niego
    Nie zapomnimy o Tobie nigdy kolego
    Śmierć w tak młodym wieku to pierdolone ostrzeżenie
    Dla tych co często wpierdalają marzenie
    Pomieszane z kolorami i wrzucanymi rytmami
    Energia nie idzie w parze z tripami
    Każde marzenie ma inne działanie
    Więc nie wszystko kurwa naraz bo na pewno coś się stanie
    On o tym wiedział i robił to specjalnie
    A wy nie chcecie przecież umrzeć więc róbcie to normalnie
    Nagły Atak Spawacza jest w tej kwestii podzielony
    Są spokojne dyskusje i burzliwe spory
    Połowa przypierdala połowa nienawidzi
    Więc przynajmniej wiemy o co kurwa nam chodzi
    Cmentarzy w Polsce jest tyle że aż głowa boli
    Więc zastanówcie się dobrze czy właśnie o to Wam chodzi ?
    Peace !

    Rof upadł
    stop
    Pierdolić
    stop
    Nie podnosić
    stop
    Niech trwa w beznadzieji
    stop
    Którą sam sobie stworzył
    stop

    Tak, jak zwykle nie śpię. House w słuchawkach. Muzykę ściągam. Nic bym tu dziś nie napisał, piosenka mnie do tego zmusiła.
    Wiem, to głupie. Ale jej tekst, taki dziwny. Bo przywołał wspomnienia. Te, których nie chcę.
    Dziwnie się poczułem. Jakoś mnie one nie wzruszyły. Już nie rozpamiętuję „co by było gdyby”. Nie myślę czemu i dlaczego. I tak nie uzyskam na nie odpowiedzi. Więc po chuj?
    Kurwa! Czyżby to był przełom?! Raz dwa odgoniłem myśli o przeszłości. Jak muchę. I już, spokój.
    Normalnie aż uśmiech to wywołało na mojej twarzy. Więc może… Nie, za wcześnie chyba. Choć może nie…
    Hmmm…

    Winna
    Ja to ta z obrazka
    Ja to ta co krzyczy
    Ta co ciągle sobie drwi

    Ja znów kogoś gryzę
    Ja kogoś obrażam
    Niegrzeczna i grzeszna tak

    Bo kiedy tylko staje się
    Zbyt ludzka niż byś tego chciał
    Wtedy oto widzisz że
    Jesteś tak jak ja

    Nie jest źle
    Jaaaa jestem winna
    Dobrze jest
    Zawsze będę winna

    Ukoj swe sumienie
    Nakarm swą ciekawość
    Daj mi prawo abym ja
    Mogła Ciebie bawić
    Mogła Ciebie zbawić
    Mogła w końcu zabić Cię

    Bo kiedy tylko staje się
    Zbyt ludzka niż byś tego chciał
    Wtedy oto widzisz że
    Jesteś tak jak ja

    Nie jest źle
    Jaaa jestem winna
    Dobrze jest
    Zawsze będę winna

    Możesz na mnie oprzeć się
    Jaaa jestem winna
    Możesz na mnie liczyć bo
    Zawsze będę winna