Wpisy z okresu: 4.2006

    No pogoda jest kurewsko daleko od ok. Bo ani nie świeci słońce, ani nie pada deszcz. Nie cierpię takiej pogody.
    Siedzę, piję Carlsberga (co mnie kurwa podkusiło, by kupić ten shit… A! Promocja…), przegryzam go Prince Polo.
    Tiaaa, no zajebiste piwo. Jak soczek. Ehhh, ale nie będę narzekał. Ważne, znaczy mam nadzieję, że mnie po sześciu klepnie. Bo jak nie to, niedość, że się wkurzę, to jeszcze perspektywa dymania na StatOil mi się niezbyt uśmiecha…
    Jeszcze trzy dni i pogoda się poprawi. Ta na zewnątrz i ta ducha.

    Więc tak…

    4 komentarzy

    Czy jesteś uzależniony/uzależniona od telefonu?

    Tak – 51.61%
    Nie – 48.39%

    Hmmm…
    Wiecie co? Część z was musiała kłamamać…

    Nie piszę nic. Nie mam czasu. A niestety problemy są. Zaczynają się namnarzać w zastraszającym tępie.
    Ale jak już pisałem wcześniej nie mam czasu. Ehh, wziąłem się za projekt.
    Hmmm…
    Może nawet i ambitny? Nie mnie to oceniać. W sumie nic takiego. Forum robię.
    Znaczy konfiguruję, pisze pierwsze posty itp.
    Ciężka robota…

    Dobijają mnie moi znajomi. A właściwie już mnie dobili. Bo nawet teraz, prawie tydzień po moich urodzinach, skaładają mi życzenia. No kurwa…
    No ja rozumiem być przyjebanym. Nie pamietać. Oka, na prawdę nie przywiązuje do tego wagi. Wali mnie po prostu czy pamiętają czy nie (oczywiście jest kilka, no góra z pięć wyjątków, które gdyby mnie zawiodły, to było by mi smutno). Ale reszta? Jebie mnie czy reszta pamięta.
    No tak smutna (?) prawda. Nawet było zaskoczeń parę. Całkiem miłych, bo nie spodziewałem się, że te osoby będą pamietać.
    Ehh, gdyby ludzie wiedzili, ze pisze tego bloga, to pierdolną bym taką notkę: już ponad tydzień po moich urodzinach. Czy na prawdę chcesz się kompromitować i tłumaczyć, że zapomniałeś/aś o nich? Nie, prawda? To wypierdalaj i daj sobie spokuj. Za rok też je będe miał. Może się nie skompromitujesz i będziesz pamiętał/a.
    Ale nie czytają wszyscy, więc chyba taka notka nie ma sensu.
    Ehhh, jednak ludzie są przypierdoleni…

    Zawieszony między marzeniami a rzeczywistością.
    Tak żyję. Śmieszne? No nie bardzo. Bo i tu nie dobrze i tu źle. A jak gdzieś już zaczyna być miło, to druga strona upomina się o swoje prawa.
    Tylko po co? Nie mogłyby się umówić? Na razie żyłbym sobie jeszcze marzeniami. A gdyby się niektóre chociaż z nich spełniły, zacząłbym żyć rzeczywistością. O! To by było fajne.
    Ale nie, lepiej by się kłóciły i biły o mnie… kobiety.
    Wymarzyłem sobie mp3 playera. Ale teraz takiego swojego. Koniec z pożyczaniem. Taki, bym mógł go wziąść i pizdnąć w ścianę jak się zatnie.
    Tak, mój przenośny odtwarzacz mp3. Samsung YP-U1 512mb.
    Mmmmm… sweat.
    No tak. Tylko jest mały problem. A jakże, ka zwykle. Otóż zakupiony w tym tygodniu zostanie nowy dysk (bo na moim standardowym 80gb już nie zostało dużo mijsca). No i w całości, nowy dysk jest finansowany z rofikowych środków…
    Inaczej – Rof jest spłukany.
    A cena playera to 360 zł. Kurde no…
    Hyhy… Kto idzie na wyrwę?

    „(…) I bez tego bolisz, co za roznica…”

    I znów się najebałem…
    No zbyt ciężko jest…

    Tu, w tych dźwiękach jest wszystko…
    Ból…
    Nadzieje…
    Choć to prawie to samo…
    Jestem…
    Niestety…
    Chcę być? Obojętne mi to.
    Bawię się ludźmi. Ot małe ludziki, które dają się sterować. Bum – jesteś delete.
    No i co? Naskocz mi. Jebie mnie, żeś niby lepszy, bo bliżej niej. Ja byłem tak blisko jak Ty kurwa nigdy nie będziesz.
    Zamknę się. W swojej własnej głowie. Zanurze się w marzeniach. I nikt mi nie zabroni.
    Nie dosięgnie mnie żadna ręka, słowo, spojrzenie. I będzie sobie tam żył malutki Rofik. Dobrze mu tam bedzię.
    Sam? Prawie cały czas jest sam. Weźmie zabawki, tak, te z dzieciństwa i się zacznie bawić. Tak po cichu. Jak to zawsze robił.
    I gdy zmęczy się, pójdzie się zanurzyć w marzeniach. Bo one lekkie są. Dają wolę życia, której mu tak brakuje. Bo one równie dobrze mogą boleć.
    Bo jednak nadzieja, choć podobno pomaga, to jednak głównie boli.
    I gdy już będę miał dość, choć tak naprawdę nigdy nie mam i mieć nie będę, to pójdę się położyć. Czemu nie spać? Bo zasypiam, zmęczony myśleniem nocny, gdy do łóżka położe się. I zamiast spać, moje myśli zaczynają ofensywę na mój mózg…
    Może mi będzie lepiej?

    Okrążony nienawiścią, gotowy by zabić.
    Płonę żądzą krwi.
    Dookoła zepsucie, ból, gniew. Tak jak we mnie.
    Choć stań koło mnie. Niczym laleczki voodoo pobiegniemy prosto. Przed siebie. Nie myślac, nie zastanawiając się.
    Więc biegam nocami. Gdy nikogo nie ma.
    do utraty tchu. Gdy już nie mogę, biegną dalej.
    I w końcu padam. Gdzie bądź. Trawa, chodnik. Łapię dech.
    Piję PowerRaida. I bięgnę dalej.
    Przestaję gdy dopiero nogi mi się trzęsą i ledwo co mnie potrzymują.