Tu, w tych dźwiękach jest wszystko…
Ból…
Nadzieje…
Choć to prawie to samo…
Jestem…
Niestety…
Chcę być? Obojętne mi to.
Bawię się ludźmi. Ot małe ludziki, które dają się sterować. Bum – jesteś delete.
No i co? Naskocz mi. Jebie mnie, żeś niby lepszy, bo bliżej niej. Ja byłem tak blisko jak Ty kurwa nigdy nie będziesz.
Zamknę się. W swojej własnej głowie. Zanurze się w marzeniach. I nikt mi nie zabroni.
Nie dosięgnie mnie żadna ręka, słowo, spojrzenie. I będzie sobie tam żył malutki Rofik. Dobrze mu tam bedzię.
Sam? Prawie cały czas jest sam. Weźmie zabawki, tak, te z dzieciństwa i się zacznie bawić. Tak po cichu. Jak to zawsze robił.
I gdy zmęczy się, pójdzie się zanurzyć w marzeniach. Bo one lekkie są. Dają wolę życia, której mu tak brakuje. Bo one równie dobrze mogą boleć.
Bo jednak nadzieja, choć podobno pomaga, to jednak głównie boli.
I gdy już będę miał dość, choć tak naprawdę nigdy nie mam i mieć nie będę, to pójdę się położyć. Czemu nie spać? Bo zasypiam, zmęczony myśleniem nocny, gdy do łóżka położe się. I zamiast spać, moje myśli zaczynają ofensywę na mój mózg…
Może mi będzie lepiej?