No pogoda jest kurewsko daleko od ok. Bo ani nie świeci słońce, ani nie pada deszcz. Nie cierpię takiej pogody.
Siedzę, piję Carlsberga (co mnie kurwa podkusiło, by kupić ten shit… A! Promocja…), przegryzam go Prince Polo.
Tiaaa, no zajebiste piwo. Jak soczek. Ehhh, ale nie będę narzekał. Ważne, znaczy mam nadzieję, że mnie po sześciu klepnie. Bo jak nie to, niedość, że się wkurzę, to jeszcze perspektywa dymania na StatOil mi się niezbyt uśmiecha…
Jeszcze trzy dni i pogoda się poprawi. Ta na zewnątrz i ta ducha.