Wpisy z okresu: 8.2006

    A bo ona.
    A bo ja.
    A bo my.
    Dziś, jutro, za kilka lat, w ogóle.
    Ale fajnie jest jak jest.
    A jak nie ma, to nie brak.
    A może brak.
    Sam nie wiem.
    Wszystko ma. Żadnych braków.
    Co Ty na to?
    A ja wiem, że jest jak chmurka na niebie – popatrz, podziwiaj, zachwycaj się. I choć może być tak blisko, milimetry, możesz dotknąć, to i tak wiesz, że gdy wypowiesz co czujesz, ona rozpłynie się.
    Najzabawniejsze w tym wszystkim jest, że ona nic nie wie, nawet nie podejżewa.
    I to jest takie… takie… wręcz zabawne.
    A może wszystko to iluzja; moje wyimaginowane coś tam cośtasie.

    Rodzina S.

    1 komentarz

    Nie tęsknię za domem; za rodziną. Jest bo jest. Nie zależy mi jakoś specjalnie na niej. Bo gdybyście mieli taką jak ja, też by wam wisiała.
    Tylko mama. Tylko ona ważna.

    Btw – do Fizi, Anxa i innych n00bów. Jak nie wiecie ocb i nie znacie się na muzyce elektronicznej, to może się nie wypowiadajcie. Bo do tego oprócz mózgu trzeba mieć wiedzę.

    Gwiazdy na nieboskłonie.
    Ja z papierosem w dłoni.
    W uszach Rob Dougan – Clubbed To Death (Kuryamino remix).
    Nogi jak z betonu; jakbym filarem był.
    By za chwilę jak wata się stać.
    Serce powyżej 160 bpm.
    Językiem po ścianie idę.
    Ustać nie mogę.
    Uspój się.
    Jak Johny Mnemonic powietrze wciągam.
    Wojna w brzuchu.
    10 centymetrów ponad chodnikami.

    Więc tak…

    5 komentarzy

    Jedna z niewielu, jak nie jedyna pozytywna informacja w moim życiu ostatnio. Otóż, bilecik na Mayday mam i szczęśliwy jestem jak diabli.
    W drodze jest bilecik na Sesnatio White. Spodnie i koszulka w kolorze białym zakupione, więc gotów jestm i na tego tripa.
    To jeszcze dwa miesiące. Ale to są obecnie dwie rzeczy, które poprawiają mi humor.
    Poprawią, prawda…
    No pewnie, że tak!

    Homoseksualiści:
    69.7% – Są ok; nie przeszkadzają mi
    27.27% – Niech będą ale z dala ode mnie
    3.03% – Nie są ok; przeszkadzają mi

    I taka refleksja mnie naszła – skoro takie wyniki w tej sondzie, i inych, to czemu nasz społeczeństwo nie jest tolerancyjne? Chyba, że kłamiemy w sondach…

    Znowu w życiu mi nie wyszło,
    Uciec pragnę w wielki sen,
    Na dno tamtej mej doliny,
    Gdzie sprzed dni doganiam dzień,
    W tamten czas, lub jego cień.

    Znowu obłok ten różowy,
    Pod nim dom i tamta sień,
    Wszystko w białej mej dolinie,
    Gdzie sprzed dni doganiam dzień,
    Jeszcze głębiej zapaść w sen.

    Późno, późno, późno… późno jest,
    Sam wiem, że zbyt późno jest,
    By zaczynać wszystko znów.

    Późno, późno, późno… późno jest,
    Sam wiem, że zbyt późno jest,
    By zaczynać wszystko znów.

    Znowu szarych dni pagóry,
    Znów codziennych rzeczy las,
    Wolę swoją znów dolinę,
    Obok której płynie czas,
    Szuka jej, kto był tu raz.

    Zawsze.
    Śmiech. Już tylko to. Bo cóż innego? Cóż innego nam czasem nie pozostaje nam nic innego.
    Więc siedzę i śmieję sią sam z siebie. To już tu nawet nie chodzi, że jestem żałosny czy coś. Tak po prostu.
    Jakie to wszystko śmieszne. Siadasz, zamykasz oczy i wszystko Ci wyświetla pod powiekami jak w kinie. Zabawne życie.
    Tak bywa.
    - Uczysz się na błędach.
    - A wcale, że nie, bo na uniwersytetach.
    - Whatever.
    Ale po co się zmieniać? Przecież to bez sensu. Jesteśmy tacy a nie inni i to w nas piękne.
    Nie zmieniaj się, przez to, ze ktoś Cię nie toleruje.
    Wszystko albo nic – nie ma półśrodków. Bo gdyby były, był by niedosyt. I jest.
    Chyba będę musiał zmienić ten napis, co jest na belce, na górze. Przestanę wreszcie rzygać, a zacznę się śmiać. Na permanentnym loopie. Ze wszystkiego. A głównie z siebie.
    Lol’n'lol baby.
    Dziwne uśmiechy.
    Dziwni ludzie.
    Dziwne ściany.
    A ja żyję pośród nich.
    Na prawdę, nie mogę się z siebie śmiać. Ciekawe czy inni tak mają?
    Nie warto się martwić, lepiej śmiać się ze wszystkiego. A najbardziej z porażek, z pewności siebie.
    Jakim zwierzęciem chciałbyś być? Żółwiem. Schowałbym się do domku, i taki chuj jakbyście mnie zobaczyli.
    No ale nie jestem.

    ciup 2…

    2 komentarzy

    - Więc wybrałeś…
    Wyrwał mnie jego głos z myślowego letargu. Przepuchniętymi, podkrążonymi oczami popatrzyłem tępo na monitor. A ono spokojnie siedziało sobie na winampie i niby od niechcenia patrzyło się na mnie, machając nóżką. Dziecie Sieci.
    - Tak, w istocie… wybrałem.
    - Dobrze?
    - Dawno Cię nie widziałem…
    - A zalatany ostanio jestem. Po za tym u Ciebie przecież było w miarę.
    - Właśnie… Było…
    - Tak, wiem.
    - No tak. Jak zwykle.
    - Nie odpowiedziałeś.
    - Może nie chcę…
    - Wiem, że nie chcesz. Ale mimo to, może Ci pomoże to.
    - Powiedzenie? Wątpię.
    - Spróbuj. Przecież nic nei tracisz.
    - Już straciłem.
    - Ale możesz jeszcze więcej…
    - Mogę? He, dobre! Nie, nie mogę.
    - Mimo to…
    - Wybrałem mniejsze zło.
    - Tak…
    - A nie?
    - To idywidualna sprawa…
    - Wiem.
    - Ciężko było. Widać po Tobie. Strzępem Rofa jesteś, którego widziałem ostatnio.
    - Dzięki. Ale wiesz, jebie mnie to.
    - Teżbym chciał.
    - Co?
    - Najebać się…
    - Acha… To idziemy?
    - Tak.

    Chcę…

    1 komentarz

    Chcę wyjść na balkon.
    Nastawić sobie muzykę. Techno, progressive trance, house – whatever.
    Nastawić wieżę na full.
    I rave robić na balkonie.
    Tak, własnie teraz. Z piwem w lewej ręce. Z papierosem w prawej. I zamkniętymi oczami.
    I tańczyć. Samemu. I niech deszcz pada. I cisza. Tylko moja muzyka.
    Bawić się chcę. Ale sam. Tylko ja. Niech patrzą.
    This is a sound…
    Like a drug…

    ciup…

    2 komentarzy

    Lewo.
    Prawo.
    Środek.
    Kwiat lotosu.