Wpisy z okresu: 11.2006

    Kurwa.

    1 komentarz

    Jak wszystko nie wychodzi to na całej linii.
    Kurwa.

    Dream nr. 174.

    3 komentarzy

    Nie pamiętam jak się spotkaliśmy. Wiem tylko, że była zima. Dwóch ludzi przed nami biegło ze śmiesznymi rzeczami – rogiem i cepem. Ja zdjąłem tego bardziej z tyłu, ona tego z przodu.
    Wzieliśmy ich rzeczy – róg z kości słoniowej i cep ze złota. I pobiegliśmy w kierunku szkoły. Znaczy ona biegła, szybko, zwinnie, a ja ślizgałem się cały czas po lodowej ścieżce.
    Przystawała co chwilę i popedzała mnie. Aż w końcu wzieła ten cep ode mnie. Wreszcie dotrzymywałem jej kroku.
    Ale i tak do szkoły wpadła wcześniej. Pobiegłem za nią, ale na drodze wyrosła mi woźna.
    Zapytałem czy wbiegła tu dziewczyna w białej bluzie z kapturem i o długich,ciemnych włosach. Przytakneła. To ja dziękując, nie odwracając się, zacząłem cofać sie do wyjścia.
    Wyszedłem, odwróciłem się i na schodach stała ona, uśmiechając się do mnie tak ciepło i miło, że to jest nie do opisania.
    Stanąlem stopień niżej niż ona. Objąłem ją w pasie, a ręce zawiesiłem na tylnej szlufce od spodni.
    Patrzyłem w jej intensywnie jasno zielone oczy. Były takie piękne…
    Ona mówiła coś do mnie (nia pamiętam dokładnie co), a ja spijałem każde jej słowo i podziwiając ją z rosnącym umiłowaniem.
    Ssałem chupa chupsa. A ona kończąc każde zdanie, przedłużała ostanią literę, zbliżając swoje usta do moich, niemal muskając mnie nimi.
    Aż w pewnym momencie lizak zniknął i musneła pierwszy raz… drugi… Całowała moją górną wargę. A ja jej.
    Miałem takie poczucie spełnienia jak nigdy.
    Obudzono mnie.

    In the fog.

    2 komentarzy

    I tak, jak mleko osiadła wszędzie. Nie pytała się czy może, nie prosiła o pozwolenia. Ot tak, jakby od niechcenia, a raczej ze znużenia bycia tam, ciagle n górze zeszła sobie cała i przykryła świat.
    Dawno jej takiej nie widziałem. I tak zapragnąłem się w nią wtulić…
    Wyszedłem. Opatulony moim szarym polarem. Wtopiłem się w nią.
    Dała takie poczucie bezpieczeństwa. Promień dziesięciu metrów i dalej nic. Tylko ona. Bo po co patrzeć dalej jak ona jest?
    I tak przemierzałem sobie mój ocean szarości, który zrobił się oceanem białości na tą noc.
    Metaliczno-błękitny dym w płucach, w uszach Seba i jego chill outowy drum and bass…
    Tylko jakiś zbłakany ziomek, zagaił o szlugę, więc kopsnąłem i dalej, w nią, byle dalej od niego, byle już nie przeszkadzał, nie mącił mi spokoju.
    I tak szedłem i iść chciałem wiecznie. Piękno świata, którego nie widać, jest nie do opisania. I nie chodzi tu o jakąś tajemnicę, tylko o to jak się go odkrywa – tylko tu i teraz. Bo to co było, czy będzie… tego nie ma. Przysłoniła.
    I tak pomyślałem, czy chciałbym Cię złapać za rękę? Czy w ogóle kogoś chciałbym zlapać za rękę? I nie, nie chciałem. Bo ona była moja i nie chciałem sie nią z nikim dzielić.
    Tak, to samolubne, ale cóż. Czasem trzeba, każdy to wie.
    I jakbym mógł, to zostałbym z nią na zawsze. Nikt nie wywarł na mnie takiego wrażenia. I nikt nie był… taki inny. Zimna, ale miła; nieprzenikniona, ale cała moja; delikatna, ale stanowcza.
    Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Fascynujesz mnie i dobrze o tym wiesz.
    Ale wiem też, że znikniesz. Zamykając oczy, będziesz jeszcze. Lecz gdy je otworzę, będziesz tylko mokrym wspomnieniem na trawie…

    Dear Diary

    5 komentarzy

    Ilekroć nad czymś myślę i dochodzę do jakiś wniosków, tyle razy mam rację.
    To takie moje piętno. Myślałem już, że umiem z nim żyć, jednak nie, nie umiem.
    Choć to takie wygodne, mieć zawsze racje. Ta, kurwa zamienimy się? Nie będziesz mieć racji tylko w dobrych rzeczach, o nie. W złych też.
    Dołujący nastrój mam. Noc, ciemno i zimno, mgła jak wata cukrowa otacza mój szary ocean. W słuchawkach, cicho, ale jednak na tyle głośno, by mnie dreszcze przechodziły moja Różowa. I siedzę tak i w pewnym momencie stwierdziłem, że tak, to ten czas. I nadal siedzę. Tylko, że teraz moje myśli biegają wesoło po klawiszach.
    Chcecie kilka stwierdzeń (inaczej: mądrości życiowych, odkryć)? A co ja się pytam?! Więc:
    - można przestać odczuwać czas
    - Czarna chrapie
    - Dębowe nie jest złe
    - można żywić się ciepłem
    - w nieodpowiednich momentach zdarzają się wyjazdy
    - gdy nie ma szczęścia, to możesz być pewien, że przyjdzie i t o od razu razy trzy
    - moja mama ma słabą głowę
    - grono jest chujowe
    - ktoś, kogo o to nie podejrzewałem wziął moje konto na pewnym portalu randkowym na poważnie (po za tym to co napisała ta osoba było żałosne)
    - nie powinno się pić podpalanych drinków, bo to może się nieciekawie skończyć (pozdro Maruś)
    - gg to ciekawe urządzenie, ale są momenty gdy jest męczące
    Suszy mnie i mam ochotę na fajkę. Trzeba będzie się po jedno i drugie ruszyć. Niestety nie da się inaczej zaspokoić moich pragnień.
    Ehh, a jakie życie było by łatwiejsze, jakbym mieszkał na przykład z kimś. I ładnie bym się uśmiechnął i poprosił, by mi przyniósł fajeczkę i wodę…
    I tak pewnie by nie przyniosła, ale zawsze była by nadzieja, że a nuż, może dziś jest dzień dziecka.
    Tworzę sobie w głowie mój Wietnam. Albo Sajgon czy inną Kambodżę. I tak nocami dokonuję rzezi wszystkich myśli, zalewając je wszystkie wódką. I wszystko znika. Jak po napalmie. Ale na krótko. Dżungla myśli szybko odrasta. A mi się kończą pieniądze na napalm.
    Jedyne czego jestem pewien, że niczego tak nie pragnę jak zabijać. Na wojnie, jako zabójca – whatever.
    To tak jakby odezwały się we mnie instynkty. Ale nie takie popularne, typu pożądanie, głód. Nie, nie, takie bardzo nie popularne. Które nawet jeśli ktoś ma, to szybko je odrzuca. A ja nie. Zostawiam, niech rosną. W końcu to orginalne właśnie takie hodować.
    Mam taki pierdolnik w głowie, że masakra. Niby wiem co robić, ale i tak mam kilka ciężarówek wątpliwości. I brak pomysłu co z nimi zrobić.
    Man, ale Różowa normalnie jest cudowna. Tylko jak raczej nikt nie kwestionuje tego, że fajnie śpiewa (albo, że ma fajne pioseki czy muzę), tak wszystkich jak zwykle dziwi (kurwa, zawsze coś musi), że mi się podoba. A tak, podoba mi się.
    Normalnie tyle kobiet: Skye, Nancy, Pink… Jednak da się pięknie budzić.
    Zabawne jest, że kobiety podczas okresu liczą u nas, facetów, na zrozumienie. Bo boli, że cierpią i w ogóle życie jest do dupy. Czy jest wtedy coś zabawniejszego? Ta irytacja i złość z byle czego. Matko to takie zabawne.
    Bóg jednak bądź co bądź był facetem i dał nam te trzy dni (czy pięć, różnie to bywa), byśmy mogli odpocząć. Iść z kumplami na piwo, na rozrubę czy po prostu tak sobie, z dala od jęczącego czegoś, jak mu źle.
    Tak mnie naszło na refleksję, gdy kumpel, na pytanie, jakie najbardziej lubi dzień w miesiącu odpowiedział: „Okres mojej kobiety.” A że wszyscy liczyli na odpowiedź w stylu: „dzień wypłaty” czy „spotkania z wami”, to powstałą lekka konsternacja. Bo uchodzą za związek idealny…
    No i nie wiemy o co chodzi, bo kolega błyskawicznie się wycofał rakiem. Ale ja go jeszcze przyszpile i nie popuszczę.
    Jednak już rozumiem facetów, którzy tak panicznie się boją i bronią przed związkami. Tak, zrozumiałem ich (choć myślałem, że nigdy to nie nastąpi), ale jednak nie popieram ich myślenia (bo powinno się walczyć ze swoimi demonami). Aczkolwiek zrozumiałem, co uważam za osiagnięcie, hihi.
    I tak o to wiem jedną rzecz więcej. znaczy rozumiem jedną więcej. Choć wiem też. A dokładniej potwierdziłem swoje przypuszczenia.
    I w sumie to tylko dowodzi, że nie warto nic budować bo i tak wszystko zostanie zniszczone. Jedno zdanie, słowo, gest i bum: nie ma nic.
    Live is brutal.
    Idę się kochać z Różową. Bo mi tak pięknie, delikatnie jęczy w prawe uszko…

    Kickass.

    2 komentarzy

    Kurwa, piszę wiersz. Pierwszy mój w życiu. Man i nawet mi się podoba. I wiersz i pisanie go.
    Muszę zacząć wcześnie chodzić spać. Tylko jak? Jak można dokonać wyboru i to jeszcze na korzyść snu? Nie można. I wiesz czemu.
    To takie zabawne, jak czujesz, że przekrwione oczy mówią: „Dość!”. Jak obolałe plecy krzyczą, że chcą się wyprostować. Jak język skamle o kilka kropel wody.
    A ja siedzę i nic. Czekam. I wyłapuję te literki. Niby nic a jednak cuś (jak to pewna nie wiasta mi wysłała kiedyś w smsie).
    A tęskni mi się. Za tymi porankami. Jak wstawałem o siódmej rano (sic!) i szedłem sobie na łąkę. Kładłem się w śród koniczyny i patrzyłem na motyli.
    Człowiek był wtedy głupi i jaki szczęśliwy. A teraz…?
    Teraz jest mądry i trudno mu o szczęście. Urosły jego wymagania. Czy to lepiej czy nie – nie mnie to osądzać.

    Napizgany samolot. Ziuuuuuuuuuuuuuum…
    Moja mam widzi. Co to? – pyta. Weź, to zobaczysz.
    Mam nowe latarnie w mieście. Już nie długo w telewizji, nie bawem.
    Jak w Matrixie. Tylko, czeu kurwa nie jestem Neo? A no tak, nie popieramy pierdolonych monopolistów.
    Czy czujesz tą zieleń? Piękny, intesywnie pacjnie. I wreszcie mogłem spróbować tej głębokiej czerni. Trochę jakby cierpka, ale i tak good.
    Kurwa, co ja ze sobą robię?
    Ziuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuum.
    No jebany nie ma ani kiedy ani gdzie latać. Czekaj łaizo, przeleć jeszcze raz to ci upierdolę skrzydełka.
    Tu tutu tu tu tu tutututu…
    Ej, w chuja lecicie, czemu ja nie dostałem koszulki z wisienką?!
    Dobra kurwa, to nie, pierdolę. Sam se kupię, o!
    Albo nie. Taką z białym listkiem. I królikiem Bugsem. Tak!
    Ziuuuuuuuuuuuum.
    Nie no chuju, przegiąłeś. Kici kici skurwysynu…
    Btw – jak ktoś głodny, to zapraszam. Dziś niebo serwuje nie zapomniane i jedyne chyba w swoim rodzaju smaki.

    4 just 1 day

    2 komentarzy

    For just one day
    I wanna break all regulations,
    Because we all go the same way,
    And we all pass the same stations.

    For just one day
    I wanna feel totally free,
    no responsibilities, just everything is okay.
    No desires, just surviving is the key.

    For just one day
    I wanna ignore our senseless fate,
    Colours are victorious over the grey,
    Stop to get controlled by the state.

    For just one day
    I wanna forget the value of money and gold,
    I wanna live life my way,
    and lose my inhibition threshold.

    Tak, tak, Rof jest zły. Pierdolony wałkarz, obiecywacz i w ogóle.
    Nie dobry, grzał się wszędzie gdzie tylko mógł. Myślał, że nie jest samolubny, bo słuchał, rozumiał i chciał pomóc. W zamian tylko nie chciał spędzać samotnych nocy. Świadomość, że ktoś tam jest, po drugiej stronie monitora, dawała mu takie poczucie, że nie jest sam.
    Ale z tego grzania i słuchania wyszło. Wiemy co wyszło. I Ty wiesz i ja wiem.
    Nie było to moim zamiarem. Marzyłem o tym – tak. Z każdą. Ale to były marzenia.
    A dziś bum – wszystkie się spełniły.
    Tylko, że ja nie wiem. Ja się zgubiłem. Nie jestem macho, nie będę kłamał, że jest fajnie, bo nie jest. Nie będę skakał dziś przy jednej, by jutro przy drugiej, a potem przy trzeciej. To nie ja.
    Przepraszam. Za wszystko; że chciałem się ogrzać. Zbłądziłem. Wiem jak bardzo. Nie potrafię wyrazić słowami jak bardzo wiem, że bolę.
    Dać nadzieję i ja odebrać – wiem jakie to skurwysyństwo. A ja to zrobiłem trzykrotnie…
    Nie kłamałem. To wszystko prawda. Tylko, czy taka prawda może być razy dwa, trzy, cztery, dziesięć…
    Po co ja wam? Fałszywy, podły, zły i cyniczny Rof?
    Nie zasługuję na was.
    Uciekam. Teraz ja. Bo inaczej nie umiem. Bo mi za ciężko. Choć wiem, że nie równa się z waszym ciężarem.
    Taka myśl: „To źle, że chciałem byście były szczęśliwe?” Tylko czemu chcecie z kimś takim jak ja?
    Chiałem tego, byście szczęście powitałay. Ale takie pełne radosne, a nie przez łzy i chwilowe. To nie tak.
    Nie tak miał się skończyć ten film. Ale los dopisał zakończenie. Wcalenie jest happy end.
    Gdzieś tam trzy zranione dusze cierpią. I jedna, tu cierpi za te trzy i za siebie. Choć to nie ma znaczenia.
    Maluję białe pasy żyletkami na czerwonym tle.

    Ten pokój już nigdy nie będzie wyglądał dobrze w świetle dnia. Jego ściany nie są białe. Są czarne. Jak noc. Zlewa się ze światłem nocy. I tylko monitor rzuca cień, ale jest wyrozumiały i sam się wyłącza po 20 minutach.
    Przeciąknięty Twoim zapchem siedzę, a raczej leżę jak leżałem, I upajam się ciemnośćią. A kolorowe obrazy tańczął pod powiekami.
    Nadal czuję gorąco, wręcz żar. Parzy. Ale przyjemnie.
    Boję się oddychać, by tego nie zgasić; by nie zmącić tego zapachu.
    Kurwa. I do tej pory znajuję te małe, czarne kuleczki…
    Ehhh, nie wiem, nie myślę, śnię na jawie, o!