Wpisy z okresu: 12.2006

    Chociaż…

    3 komentarzy

    Chociaż nie spałem 25 godzin,
    chociaż koc nie pachnie już,
    chociaż Skye Edwards nie leci szósty czy piąty raz,
    chociaż nie wiercą o ósmej rano,
    chociaż nie słyszę co drugie zdanie nie wiem,
    chociaż lampki nie świecą mi w oczy,
    to…
    To ja to wszystko chcę z powrotem.

    P.S. – Kto by pomyślał, że dworce mogą być takie romantyczne, hihi.

    Święta….

    4 komentarzy

    Betlejem.jpg

    Hip hip hura – rozpoczeły się zajebane święta.
    Czas fałszywości, obłudy i sztuczności. Rozradowanej dzieciarni, rodzinnych spotkań i innych debilizmów. Kurwa nawet śniegu nie ma – bosko.
    Ha, przypomniałem sobie poprzednie święta. Nie czułem ich. Bo czułem co innego. A tych w ogóle nie czuję. Bo co mam czuć? Radosną atmosferę domu wypełnionego miłością? Nigdy takowego nie miałem. Wczuć się nie umiem, dopasować do tego całego zabieganego ogółu…
    Wydają ciężką kasę, by udekorować cały dom jakimiś aniołkami, mikołajami, lampkami, odpierdolić choinkę (koniecznie większa niż u sąsiada) w bombki i łańcuchy… Żenada. Do tego ten debilny zwyczaj ze Stanów w ozdabianie domów, tak by nas kurwa z kosmosu widzieli.
    Na święta się życzy chyba, prawda? Więc ja mam kilka życzeń dla kilku osób. I napiszę je tu, bo nie chcę/nie mogę im tego powiedzieć w twarz.
    _
    Kogoś, kto zrozumie i będzie umiał z Tobą milczeć. Zasługujesz na to. Kto zrozumie i nie skrzywdzi jak ja to zrobiłem.
    _
    Wyleczenia jej, bo po mimo wszystko wiem, że ją bardzo kochasz. Tej drugiej też. Bo ją kochasz chyba jeszcze bardziej. Odpoczynku a potem zrozumienia, że bez facetów nie da się żyć.
    _
    Szczęścia.
    _
    Przestania okłamywania się, że: „miłość nie istnieje” i „nigdy się nie zakocham, bo nie jestem zdolna do miłości”. Bo kto jak kto, ale Ty tej miłości, tej prawdziwej, pożądasz tak mocno, jak niczego innego na świecie.
    _
    Stania się tego, to co Ci powiedziałem kiedyś na schodach. Było wtedy biało. Zimno. Chyba tylko z Twojej twarzy biło większe niż z powietrza. I niczego innego Ci tak nie życzę, co spełnienia moich słów.
    _
    Wszystkim, których kiedyś uważałem za kolegów/przyjaciół/znajomych, a okazali się… hmm… nie mam głowy do szukania tu odpowiedniego słowa, więc napiszę: niegodnymi w/w tytułów (jak poważnie zabrzmiało, hihi), potraktowania przez innych w taki sam sposób co mnie. A nie, zapomniałem – przecież wam to wisi. Wy nie wiecie co to oddanie, szacunek czy zaufanie.
    _
    Tamta wigilia bolała. Ta jest bo jest. Więc następna musi być cudowna. Bo w przyrodzie, najważniejsza jest równowaga.

    I’m floating thrue the universe
    Searching for a better world
    Searching for another place
    Beyond time, beyond space
    Travelling thru the galaxy
    With no bunderies, no gravity
    All is quiet and peaceful
    Still longing for eternety

    Owned.

    3 komentarzy

    Hahaha. Zabiłem się przed chwilą własnym śmiechem. Znaczy zabiło mnie co przeczytałem. Jakie to zabawne.
    Znów kłamię. Tylko nie wiem po co.
    Chciałbym zresetować mój mózg. Bardzo…
    No i wreszcie mógłby W. zadzwonić, bo mi zaczyna działać na nerwy. I krzyżuje mi plany. Wrrrr…

    Tak w ogóle to ja nie wiem co robię. Znów, sam sobą się bawię. A tyle razy sobie obiecywałem, że nie, już nie będę. Ale nie umiem inaczej. To takie pocieszne (żałosne ?) – innym się bawić nie daje, a sam to robię. Wrrr 2…

    W ogóle, to teraz normalnie najlepiej było by się znaleźć znów w Grecji. Usiąść na plaży, w słoneczku. Z jakimś housikiem i szklaneczką czegoś procentowego z lodem. I uwolnił się od tych myśli.
    O Tobie…
    O Tobie…
    O Tobie…
    O Tobie…
    I o Tobie…

    Dryń… Dryń…
    - Nosz kurwa, czy nikogo nie ma, by odebrać ten zajebany telefon?!
    Dryń…
    - Omg… – rozmowy przez sen z samym sobą są takie… dziwne.
    Zerwałem się, bieg, byle do telefonu (bo jakbym podniusł słuchawkę a ta była by cisza, to bym się wkurwił).
    No ale z drugiej usłyszałem słodki szczebiot A. No tak, kto mnie może obudzić oprócz niej…
    - Tia… Uhmm… A gdzie jesteś? Acha… Ok. – po prostu uwielbiam takie gadki.
    No i niewiele się zastanawiając, pierdolnąłem się z powrotem spać. No a co, przecież było wpół do dziewiątej (sic!).
    I jak już byłem znów na granicy snu i jawy, przypomniało mi się, że przecież A. zaraz przyturla tu dupsko…
    Arrr… Umyłem się, ubrałem i już miałem iść po mleko – wychodzę, a A. właśnie się wturluje (chuj, nie wiem jak to powinno być poprawnie odmienione i od razu uprzedzam – nie pisać jak, bo chuj mnie to obchodzi).
    No a że jej było zimno, to zabrałem ją na obchód wszystkich okolicznych sklepów.
    Dobra, posiedzieli my, pogadali. No i zbieramy się do wyjścia, a tam dzwoni jej… yyyy… hmmmm… żałosny kolega (przyjaciel – whatever; ważne, że jest żałosny). No a ja jakieś tam jazdy sobie robię. Brecht ogólny.
    No i wyszliśmy, idziemy na przystanek, A. dostaje smsa: „Przekaż mu, że mu wybijemy wszystkie kły”.
    No jebnąłem brechtam, że masakra. Nie dość, że kozaczy, to jeszcze nei wybije mi ich sam, tylko ze składem – żal…
    I to nic, że nie mam kłów – by to wiedzieć, trzeba mieć mózg – żal dwa…
    W kazdym razie uśmiałem się z tych jego gróźb całkiem nieźle.
    Zresztą czy może coś robić na mnie wrażenie, po groźbach, że dojedzie mnie pół takiego jednego miasta…? (z tym też było zabawnie – ale nawet lepiej: z krzesła spadłem jak z nim pisałem).
    Boshe, ale niektórzy kolesie są żałośni, ja pierdolę…
    Wchodzę na polski, mp3 na uszach, oczywiście jakiś zajebisty housik sobie tam przygrywa, a to coś, co nazywa się moją nauczycielką od w/w przedmiotu do mnie z tekstem:
    - Wyłącz to disco.
    Nie zwracając na nią uwagi podchodze do swojego biórka, zdjemuję plecak, odwracam się do niej i mówię:
    - Tak btw, to nie żadne disco, tylko house.
    Klasa w brecht (reakcji klasy nie rozumiem, ale co tama).
    No i jakoś tak mam od kilku dni, że rodzaj kobiecy działa na mnie jak błachta na byka.
    Jednak odkrycie, że wszystkie są takie same było w miarę bolesne samo w sobie, hihi.
    I ogólnie zjebanty dziś jestem. Strasznie, ale to przez to, że musiałem wstać o tak chorej godzinie.
    I jakoś tak wszystko… A nie, wiem, zacytuję tekst wielkiego hiciora…
    „Teraz mnie to wali…
    Bo jeeeeeeeestem na fali!”
    No… I wszystko jasne.

    Spłonąłem…
    Jak super nowa…

    Gratuluję. Ale tak na prawdę.
    Pokazałaś ile warte są Twoje słowa. Gesty i czyny też tyle? Bo już nie wiem. Ale chyba tak, wnioskując ze słów.
    Zwaliło mnie to z nóg. Mimo ilości płynów procentowych dotarło tam gdzie chciałaś.
    Zadowolana? Już, lepiej Ci? Czy może jednak chcesz tej żałości spróbować dać w ryj czy popatrzeć na to coś? Co, chcesz?
    Myślałem, głupi ja. Ale nie, przecież lepiej od razu iść na noże. Tak, zły, bo jednak nie miał siły.
    Wybacz, ale nie będę myślał tylko o innych. Muszę sam o siebie dbać, bo nikt tego za mnie nie zrobi.
    Pewnie, to było dla mnie jak splunięcie, nawet nie zauważyłem. Łudziłem się, że zrozumiesz. Głupi ja.
    Tylko wiesz co, najzabawniejsze jest to (żeby nie napisać żałosne) to co napisałaś na końcu. A potem to co wczoraj.
    Żal…

    P.S. – Tytuł notki został z poprzedniej. Treść, pod wpływem emocji została zmieniona.
    P.S.2 – Nie wiem po co to piszę. Przecież i tak tego nie przeczytasz. Skasowałaś mnie w swej pamięci (?).

    Put me on the table
    Make me say your name
    If I can’t remember
    Then give me all your pain
    I can sit and listen
    Or I can make you scream
    Kiss it and make it better
    Just put your trust in me

    Oh my god, go a little slower
    Oh my god, what was that again
    La da da, let me feel you baby
    Let me in, ’cause I understand
    Let me feel you baby
    ‚Cause I understand

    I understand all
    Now climb my sugar walls
    Problem solved it’s dissolved
    With the solvend knowas spit
    Lickity lick not too quick it’s a
    Slick ride make my mink slide
    ‚Cause we’re all pink inside

    This can be really easy
    doesn’t have to be hard
    Here baby let me show you
    I’ll have ya, climbing up the walls
    You got all the problems
    I think that I can solve
    Why don’t you come in here baby
    Why don’t we sit and talk

    Oh my god, go a little slower
    Oh my god, what was that again
    La da da, let me feel you baby
    Let me in, ’cause I understand
    Let me feel you baby
    ‚Cause I understand

    You like the top and the bottom
    You made a drop and then caught ‚em
    And when you rock then you’ve got ‚em
    Oh my god ‚em oh my god ‚em

    P.S. – Kocham kochać się z Różową.