Wpisy z okresu: 2.2007

    Czy jakoś tak. Bo czy tytuł notki jest aż tak kurwa ważny? Czyż nie liczy się treść? A może jednak to tytuł jest tu kluczowy, przyciąga uwagę i takie tam? Matko, nie ma to jak alkoholowe filozofowanie…
    Więc jednak coś mi się widzi, że nie napiszę tutaj tego co chciałem, nie wiem juz od ilu dni. A mianowicie jak było mi cudnie jak byłaś przy mnie przez ponad trzy dni. Nie, nie opiszę. Znaczy może opisze, ale na pewno nie teraz.
    Teraz chciałem, a właściwie nadal chcę…
    Kurwa! Miotam się strasznie. Ehhh… Spokojnie, jeszcze raz.
    Więc dziś popiłem z moją rodziną. W sumie kiedyś trzeba. Ale już wiem, że bez wlasnej flaszki z nimi nie ma sensu pić. Bo człowiek jest w połowie, a oni idą spać, chowają Ci butelkę i chuja masz z tego. Zostajesz tak jak porzucony pies. Z niedosytem. I czujesz się chujowo.
    I w sumie pomimo tych śpiewów, zabawy i alkoholu, ja byłem gdzie indziej. Myślałem o kimś. Kto jest bliski, a nawet go nie widziałem na oczy. Kolejny raz zostałem obdarzony zaufaniem. Tym razem w ekstremalnie wielkiej skali. Chyba podołałem.
    Teraz dopiero czuję się znów jak kiedyś. Gdy wszyscy powierzali mi swoje największe tajemnice. Byłem chodzącą skarbnicą wiedzy o każdym. Nie, nie wykorzystywałem jej, nie o to chodzi. Tylko, że jeden człowiek miał w sobie tyle tajemnic, bólu, radości, szczęścia i rozpaczy innych w sobie, a mimo to nadal szedł prosto.
    Zanikło to, zamknąłem się na wszystkich. Oczywiście dawno już wiem, że to był błąd. Dziś i właściwie już od dawna otwieram się na innych. I jest mi miło, gdy ktoś mi się zwierzy. Nie czuję się już jak chodzący konfesjonał. Raczej jak jakiś mnich, który w milczeniu wysłucha teo co mają do powiedzenia inni, przemysli to co usłyszał, zada kilka pytań i powie co o tym myśli, dzieląc się swoją mądrością.
    Mam nadzieję, że chociaż, to, że się wygadają pomaga. Bo przecież nie każdemu moge pomóc. Choć niekiedy bardzo bym chciał. Ale nie wszystko zależy odemnie…
    Jednocześnie teraz bardzo tęsknię. Alkohol, jebane gówno, wzmaga uczucia. Od eufori po załamanie. Tia, tylko dziś nie było eufori. Raczej tęsknota, teraz sprowadzona do przygnębienia.
    Nie umiem się nie przejmować. Może czasem dramatyzuję, ale mam swoje problemy i nawet jeśli komuś wydają się śmieszne, to chuj im do tego – dla mnie są kurewsko poważne i tyle. I mam i żyję sobie z nimi sam. Raz spażony, nie chętnie otwieram się na innych. Choć… chyba się właśnie przełamuję. Nie tyle ile tego potrzebuję, ile tego chcę.
    Piszą, że trzeba mieć swerę tejemnic. A jeśli ja jej nie chcę mieć? Chcę być całkowicie otwarty, nie mieć żadnych tejmnic, to źle? Nie mam na to szans? Nie chcę tak…
    Tak bardzo chcę być blisko. Popatrzeć na Ciebie i czuć, że od tego samego spojrzenia serce przyspiesza. Pocałować te Twoje cudnie zamglone zielone oczka.
    Oddychać Tobą.
    Ogrzać się Tobą.
    Stopić się z Tobą.
    Być Tobą.
    Brakuje mi wszystkiego co już znam, widziałem, zapamiętałem. Ale brakuje mi tego wszystkiego czego nie znam, nie zdaję sobie sprawy, że jest; tego, czego nie było mi dane zobaczyć.
    Wiem, jaki ogrom tego jest, choć czuję, jakbym wiedział już o Tobie tak wiele. Ale mam taką wewnętrzną świadomość, że to kropla w oceanie Ciebie.
    I wiesz, nie mogę, właśnie w tej chwili pojąć, tego Twojego zaufania do mnie. Tych 100%. Nie umiem, nie ogarniam; że ktoś mi może aż tak ufać, tyle o mnie wiedząc…
    Może nie tyle znając mnie tak ogólenie, ale znając najwięcej moich sekretów. Również z tej ciemnej strony.
    Nie pojęte to jest dla mnie.

    rotfl

    4 komentarzy

    Pomijając inteligientny tytuł mojej notki, bo on w sumie jest mało istotny, chciałbym zakomunikować, że to ja, nikt inny, tylko ja, będę przez jakieś 72 godziny najszczęśliwszym facetem pod słońcem.
    Dziękuję za uwagę.

    Nie wiem od jakiego czasu… a nie, od Twojej ostaniej wizyty… Chcę napisać, opisać to wszystko co się stało i w ogóle. Ale nie umiem, nie mogę. Bo albo jest zby cudnie by opisać to słowami, albo zbyt tęsknie, by w ogóle myśleć cokolwiek.

    A teraz siedzę sobie i tęsknię tak, że spać nie mogę.