Wpisy z okresu: 4.2007

    -

    1 komentarz

    Zjebałem.
    Zjebałem coś, co było najważniejsze.

    20. Syf.

    5 komentarzy

    Nigdy jeszcze chyba nie było tak chujowo w tym dniu. Trzy osoby pamiętały…
    W sumie mnie to wali teraz, już przeszedł mi żal. Nie mam do nikogo pretensji. Zostali ci, co widocznie zostać mieli.
    Wszystkim innym, pseudo, szczery chuj w dupę. Udowodniliście dziś, że własnie tyle byliscie warci.
    Beznadzieja straszna mnie dziś dopadła. Nie wiem ani co zrobić, nie inaczej – nic mi się nie chce. Ani robic, ani nawet o tym myśleć.
    Wkurwia mnie ten świat. W domu coraz bardziej się duszę. W szkole czuję, że to co próbują nas nauczyć, jest chuja warte i tak mi się nie przyda.
    Wstać, zjeść, komp, szkoła, albo cały dzień przy kompie, jeść, spać. I tak ciągle. A najzabawniejsze jest to, że ani nie mam siły/nie chce mi się tego zmieniać, ani nie mam perspektywy w co to zmienić.
    Choć postęp jest. Zaczynam odczuwac beznadziejność mojej egzystencji.
    Ja pierdolę, ale mi coś się porobiło. Ehhh… brak Ciebie źle na mnie wpływa.

    Tysiąc

    7 komentarzy

    A może i więcej…? Tyle przepływa. Wszystkie znajdują posłuch, prawie żadna akceptecji. Tak jak cytaty na bashu.
    Bo czy normalnym jest, że mając to wszystko co teraz mam, tęsknić za bólem. Za spojrzeniami pełnymi nienawiści na wszystkich w oku. Zero ruchu twarzy, tylko ten palący wzrok. Beznamiętnie poruszać się w tłumie ludzi, lecz mieć wolną przestrzeń na około siebie. Ludzie się boją, odsuwają się. Tęsknię za tym.
    Albo ilekroć kurwa idę po pizzę, albo na wieczornego papierosa i przechodzę przez ten duży most, tyle razy, dłużej lub krócej myśle o skoku w dół. Nie żadne stanięcie na balustradzie, popatrzenie w dół i myśli. Nie, noga przez barierkę i jump. Zdecydowanie.
    I tak teraz się zamartwiam. O czym? To nie ważne. Znaczy ważne, ale pozostawię to sobie.
    Bardziej mnie nurtuje pytanie w stylu: czy jak już sobie coś wymarzę, to czy życie zawsze musi utrudniać?
    Z bardziej przyziemnych rzeczy, zauważyłem, że zacząłem mimowolnie przejmować różne… hmmm… rzeczy, że tak powiem od osób z którymi się często widzę w realu. Dżizas, łzawią mi oczy jak wieje wiatr… Boshe, na cholerę mi to?
    I tęsknię. Permanentnie tęsknię.
    Szczęśliwi Ci co mogą zasypiać razem i tak też się budzić. Ale oni tego najczęściej nie doceniają. Lecz jeśli ma się to średnio raz na półtorej tygodnia, to chcę się celebrowac każdą sekundę. A one jak na złość spierdalają jak szalone.
    Jednak lepiej tęsknić, niż nie mieć za kim tęsknić.
    Zimno mi…
    Wiem, że nic nie da przykrycie się kołdrą. Ale może chociaż gdy zamknę oczy, to zobaczę Cię. Lubię Cię tak czuć, bo właśnie niemal materializujesz się koło mnie. I nie ma znaczenia, że tylko w myślach.
    Bo i tak noszę Cię cały czas. Pod trzecim żebrem.