Wpisy z okresu: 5.2007

    Wszystko miało być inaczej. Zagmatwało się nie tak i w ogóle.
    Nie było by tego, gdybym czuł Twój oddech na karku. Bym woń Twoją czuł gdziekolwiek sie ruszę. A w nocy ciepło takie, że pot od razu na skórze pojawia się i skleja nas ze sobą jeszcze bardziej…
    Ale nie mam tego. I wszystko takie intensywne, mocne. Nawet spięcie o taką głupotę.
    Więc żyjemy tak, że wieczorem padamy na zbity pysk, ale patrzymy w te monitory. Wyczekujemy tych znaków, które zlewaja się w zdania. Jak na głodzie. Byle tylko koljna dawaka, byl jeszcze trochę. Jak najwięcej, naćpaś się na zapas. Bo przecież noc. Samotna noc.
    Kiedyś myślałem (i w sumie tak było), że przeje mi się kocham. Bo tak jak przepraszam, ma swoje miejsce i porę, nie można nim tak pomiatać. Lecz teraz, moge to czytać co kwadrans, a może i częście. I tylko się uśmiechnę a na karku przez chwilę poczuję ciepło.
    Intensywnie z Tobą żyć. Bardzo intesywnie. No ale czy można inaczej, dawkując sobie Ciebie raz na tydzień. I to jeszcze przy dobrych wiatrach? Może i można. Ja sobie tego nie jestem w stanie wyobrazić. I nie chcę.
    Coraz częściej łapię się na tym, że idąc, zwłaszcza jak leci jakaś klimatyczna muzyka, kiedy myslę o Tobie…
    Patrzę na głupie parasole i widzę, jak razem siedzimy przy nich. Albo na trawę, wysoką na półtorej metra i widzę, jak tam lezymy razem. Ukryci w środku miasta. Albo po tej drodze, która kiedyś ładnie wygladała – równo ułożone płytki, teraz tu i ówdzie wybrzuszone przez korzenie, w szczelinach porośnięte przez trawę. Byśmy przywrócili jej blask. By jeszcze raz, nim odejdzie w zapomnienie, ktoś po nią przeszedł.
    I nawet jak pojechaliśmy razem na cmentarz, mimo że było ciepło, że miałem Ciebie po boku, bałem się… Bo przecież zostało nam z jeszcze trzy – cztery razy tyle ile przeżyliśmy. Nie zdąże się Tobą nacieszyć…

    Btw – I tak ostanio, znalazłem na nowo piosenkę, która kiedyś przez przypadek ściągnąłem. Może zespół nie jest zajebiście ambitny, ale w tym remixie jest po prostu boski.

    Sumptuastic – Niebo Bez Ciebie (Dervish remix)

    A ja, ja bez Ciebie jak na pustyni kwiat
    stoję sama w deszczu u nieba bram
    gdzie jesteś?
    Bo Ty w swoich oczach wszystkie moje masz sny
    zatopiłeś okręt smutków mych głęboko.
    A ja, ja bez Ciebie już nie będę nic wart,
    to przy Tobie swoje miejsce mam.
    Czy słyszysz?

    A ja, ja bez Ciebie jak na pustyni kwiat
    tak samotnie w deszczu u nieba bram
    gdzie jesteś?
    Bo Ty w swoich oczach wszystkie moje masz sny
    zatopiony okręt smutków mych głęboko.
    A ja, razem z Tobą mogę zatrzymać czas
    to przy Tobie swoje miejsce mam.
    Czy słyszysz? Czy słyszysz mnie?

    Wracasz do domu, nie ważne skąd, ważne dla kogo. I zamiast chociaż odrobiny docenienia, masz pretensje. A w końcu, że żal, że wróciłeś.
    Czujesz, że wszytko co zrobiłeś było o kant dupy potłuc; że cokolwiek co zrobisz jest źle.
    Z początku próbujesz jeszcze przedstawić swój punkt widzenia. Ustępujesz trochę, bo tak trzeba, bo próbujesz zrozumieć drugą stronę. Ale ona tego nie widzi. Jest tylko ona, ona i ona.
    Druga strona całkowicie olewa Twoje argumenty, poświęcenie i staranie. Jest tylko, że jej źle.
    A gdgy już puszczają Ci nerwy, usiłujesz napisać coś nie będzie stekiem przekleńst i nawet Ci sie udaje, to z drugiej strony masz mur w stylu: „Coś jeszcze?”.
    Więc stwierdzasz, że po co się będziesz produkować, skoro i tak Cię nikt nie słucha. Lakonicznie odpowiadasz, czując zbliżający się koniec. Nie oczekujesz już niczego, bo po co? I tak już nie będzie nawet próbowała zrozumieć.
    I w końcu zostajesz sam ze złością pulsującą w żyłach.

    Chwyciłem jej dłoń i ścisnąłem ją
    -Własnie dlatego trzymamy się siebie tak kurczowo.
    Przytuliła się do mnie.
    -Lubimy to.
    Westchnąłem.
    -Ponieważ zdajemy sobie sprawę z tego, że pewnego dnia moze się zdarzyć tak, że nie będziemy już wcale chcieli się siebie trzymać.

    Michael Blumelein – Szczurze Mózgi

    Nie jest łatwo mieszkać w pokoju, gdzie nawet podłoga przypomina ją.
    Gdzie na co się nie spojrzy, wszystko kojarzone jest w mózgu z nią.
    W ogóle budziś się samemu, bez czegoś ciepłego obok, bez tyk ust, które zawsze całują mnie na dzień dobry, gdy jeszcze majaczę w pół śnie.
    I w ogóle zakupy z Tobą, nawet latając po tak dobrze mi znanym mcu są jakieś takie inne.
    I tego uścisku dłoni, który łamie mi palce przez kilka sekund…
    W ogóle to tak jak za oknem, jedno, wielkie buuu.