Wpisy z okresu: 7.2007

    W jednej minucie mam ochotę Cię zabić, zbluzgać od najgorszych, wbić w ziemię argumentami jak mnie wkurwiasz i przytulić, powiedzieć, że jesteś dla mnie wszystkim, nadajesz mojemu zyciu sens i dla Ciebie oddycham.

    Miłość, kurwa jego mać…

    Zrobisz coś nie tak – jesteś bad guy. Ona zrobi coś to samo – good girl. Gdzie tu sprawiedliwość?
    Nie, nie mówcie, że jej nie ma. Po prostu każdy używa jej tak jak mu wygodnie. Zamiast równo traktować siebie i innych, łatwiej jest wytknąć innym błędy, a robiąc to samo, nie dostrzegać swoich.
    Tylko czemu częściej, albo i prawie tylko, robią tak kobiety. Niby tak wojujące o równość etc.
    Można by rzec, że przez tyle lat zdąrzyły się do tego przyzwyczaić. No nie wiem… Wiem, widzę w każdym razie, że stosują zasadę równość wtedy jak im wygodnie.
    Tylko nie rozumiem czemu Ty tak robisz… Przecież traktujemy się jak partnerów (a może to utopia…?). Doceniam wszystko co robisz, tym bardziej co robisz dla mnie, dla nas… W ogóle staram się… zresztą wiesz.
    A czasem mam wrażenie, że jest z Twojej strony jedna wielka ściana. I oprócz tego, że to irytuje i denerwuje, to boli.

    Długo to we mnie leżało i dziś jakoś wypłyneło.

    Kremowe pola.

    1 komentarz

    Jak dużo można dowiedzieć się idąc razem na event (albo na imprezę, whatever). Aż się tego nie spodziewałem.
    - możesz niespać całą noc bez kropli kawy
    - potrafisz zasnąć w środku namiotu, gdzie muzyka wydobywa się z głośników z mocą jakiś 10.000 watt (teraz już wierzę, że zaśniesz gdzie kolwiek, naczym kolwiek i przy czym kolwiek)
    - jesteś uczulona, sama nie wiesz na co
    - zawsze Cię „Coś” pogryzie
    - potrafisz najeść się 250 gramami jedzenia (to było ogromne zaskoczenie, hihi)
    - świetnie kręcisz tyłeczkiem

    To było takie fajne… Te dziesięć dni. Nie dwa tygodnie, tylko włąsnie dziesięć dni. Orginalnie. Ale mało Ciebie.
    W ogóle czas z Tobą nie pędzi. On po prostu jest. Tylko przy Tobie nawet nie zauważam jak mija.

    Przypomniało mi się… Na początku, jak nie mogliśmy znaleźć tego bloku, ba, nawet ulicy, to trochę tak sobie wyobrażałem (a raczej tworzyłem czarny scenariusz, hihi), że tak to będzie wyglądać, jak pojedziemy gdzieś za granicę razem.
    Ale muszę przyznać, że orientację w terenie masz niezłą. Co nie zmienia faktu, że możesz przejść kilka razy przy tym samym budynku i nie zjarzyć się, że już tu przechodziłaś. No ale razem tworzymy dobry team.
    Ale gdy juz znaleźliśmy, wszystko okazałao się ok (wraz z właścicielką) i w ogóle poszliśmy (jak to się mówi) w miasto, było mi tak dobrze; czułem się jakby to było normalne, codzienne. Czułem się jakbyśmy chodzili tak codziennie. To było cudowne uczucie.
    Jednak, normalne dla nas, jak zwykle coś musiało nie iść po naszej myśli. Wszystkie kurwa muzea w piątek zamykane są o 16. W każdy inny dzień o 18. A w piątek o 18 – co za zjeb to wymyslił?! Tak więc muzea sobie darowaliśmy.
    W ogóle z kulturalnego zwiedzanie miasta nic nie wyszło, bo oprócz w/w ośrodków kulry nic tam nie ma (fakt, że muzeów jest z 15 nie rekompensuje mi strat moralnych).

    Lubię z Tobą spać (choć grzejesz jak piec kaflowy). Zasypiać całując Cię w skroń. Obudzić się i pierwsze co widzieć to Twoje zielone jeziorka o cynamonowych brzegach. Lubię.
    Patrzeć jak śpisz też lubię. Taka zwinięta w kłębek, wtulona albo w kołdrę albo w poduszkę…
    Spokojna, nawet nie widać jak oddychasz – kołdra maskuje wszystko. Wyglądasz tak bezbronnie, tak delikatnie, że aż boję się Cię głaskać czy pocałować, by Cię nie zbudzić. Więc siedzę i patrzę.

    Jestem teraz taki spokojny, taki rozleniwiony…
    Bardzo pozytywne uczucie. Jakby cały czas, gdzię w tle grał slow house, a jak w jego rytm, powoli, bez pośpiechu żył. Oddycham wolno, wolno mówię, wolno robię wszystko. I dobrze mi z tym. Nikt się nie zwala do mnie etc. Po prostu jak to mówi Stevie: „Everything just slow down, sloooow down…”.
    Jeszcze tylko czekam, aż odkryję slow food, wtedy to dopiero będzie.

    Gdy odprowadziłem Cię, pojechałaś i wracałem, zacząłem rozmyślać o biednych ludziach, bezdomnych etc. I chciałem tu coś napisać, że tak nie powinno być, że państwo powinno coś zrobić i tak dalej, ale… Nie potrafię. Nie mogę się przemóc i pisać o cieżkich rzeczach nie dotyczących mnie.
    Może to i dziwne, a może i nie. Choć w sumie tak nie było. Więc jednak dziwne.
    Mam tylko nadzieję, że jak kiedyś się upiję czy znarkotyzuje a potem dorwę się do kompa to nie nawypisuje tu, że chcę, by chodniki spłyneły krwią.
    Choć najzabawniejsze jest to, że ja na prawdę chce by chodniki spłyneły krwią…