Wpisy z okresu: 8.2007

    Uciekam stąd. Jak najdalej. Choć to w sumie nie jest daleko. Jednak tam właśnie uciekam.
    Nie chcę tu być. Z każdym uderzeniem serca duszę tu się coraz bardziej.

    Destiny.

    3 komentarzy

    Prawie o nim zapomniałem. Nie pamiętam nawet kiedy z nim ostanio rozmawiałem. I tak ostanio, kilka dni temu przypomniało mi się. I zapragnąłem z nim porozmawiać. Włączyłem kompa ale go nie było. Szukałem. Dalej nic. Więc dałem sobie spokój, stwierdzając, że może już go nie ma.
    Ale nie, on jest. Skrył się w folderze z soulem. Otworzyłem go a ono leniwie się przeciągneło.
    - Proszę, proszę, kogo ja tu widzę…
    - No właśnie.
    - Co robisz moje drogie Dziecię Sieci w moim soulu?
    - Odpoczywam.
    - Ale czemu tam?
    - Bo żadko tam zaglądasz.
    - Fakt.
    - Jesteś jakiś nieobecny…
    - Tak.
    - I znowu będziemy się bawić w wyciąganie?
    - A chcesz?
    - Nie, ale pewnie nie mam wyboru.
    - Zawsze jest wyjście.
    - Tak, ale oboje wiemy, że nie o takie mi chodzi.
    - Nie…
    - Masz mokre lekko oczy czy mi się zdaje…?
    - Mam.
    - Czemu?
    - Wzruszyłem się.
    - Czym?
    - Alpha2 vs. Brennan Heart – Innocence.
    - Tak, to dobra piosenka.
    - Źle mi.
    - Widzę.
    - Nie tak miało być.
    - Wiem.
    - Więc czemu tak było?
    - Może chciałeś się zemścić?
    - Nie. Gdybym chciał to zrobiłbym to tak jak ona.
    - Więc co się stało?
    - Ten jej atak chyba…
    - Rozeźlił Cię?
    - Ona mnie rozeźliła.
    - Ehhh…
    - A potem się odsłoniła…
    - I ją spunktowałeś.
    - Tak.
    - Uhm…
    - Biłem się z myślami. Kilka razy kasowałem, pisałem od nowa, ale nie mogłem tego tak zostawić. Musiałem oddać.
    - Nie musiałeś. Nic nie musisz.
    - Więc chciałem – zadowolony?
    - To pytanie powinnieneś skierować raczej do siebie.
    - Nie, nie jestem zadowolony. Boli.
    - A nie powinno?
    - Nie. Z nią tylko tak jest.
    - Skoro wiesz, że to i tak wróci, po co to robisz?
    - Czasem zapominam…
    - I płacisz za to.
    - Tak. Wiesz, gorzej chyba jest jak ją widzę tak długo. Potem powrót do tej kurewsko chujowej rzeczywistości jest taki trudny…
    - Wiem. Ale czy Ona o tym wie?
    - Nie wiem… Mogę mieć tylko nadzieję.

    I nagle monitor zgasł, a pokój spowiła cisza. Piepszone lato z piepszonymi burzami w piepszonym kraju; oddalony pierdolone 324 kilometry od sensu mojego życia, które teraz tak bardzo potrzebuję choć usłyszeć…

    Jak mam opisać to co czuję, gdy patrzę na Twoje zdjęcie? Akurat to nie pozowane, spontaniczne, które jak wiadomo wychodzą najlepiej.
    I choć lekko rozmazane, to ja widzę wyraźnie. Każdy centymetr Twojej twarzy, wszystkie kolory jak w HD. Po prostu znam Cię na pamięć.
    Nauczyć się Ciebie musiałem, bo jak inaczej żyć tak daleko od siebie? Mam Cię w odcinkach, a mojej głowie jesteś na ciągłym replayu.
    W ogóle to chciałem przelać wspomnienia z ostanich dni, ale czuję, że chyba jednak nie umiem; że to jest, ale jak przychodzi do pisania to tego nie ma.
    Ale zasnąć też nie mogę. Rozpamiętuję jak leżeliśmy do czwartej, czasem nawet milcząć patrząc na siebie…
    I nie mogę spać. Może nie chcę. Czy to ważne? Ważne, że żabka na mnie patrzy, oplata mnie Twoimi perfumami. Czuję jakby rozkładała nocą nademną klosz delikatnych, ale jednocześnie intensywnych wspomnień. I zasypiam jak dziecko – nawet nie wiem kiedy.
    Identycznie jak z Tobą. Gdy już leżymy i nagle stwierdzamy, że spać, pocałujesz mnie, wtulisz się, chwilę popatrzę na Ciebie jak ślicznie wyglądasz i zamykam swoje oczy. I nawet nie wiem kiedy zasypia.
    Z nikim mi się tak nie spało. I nawet nie chodzi o zmęczenie. Bo czasem śpię wtulony w Ciebie jak nie jestem zmęczony. Bo mi tak dobrze, tak bezpiecznie…
    Nie myślałem, że takie poczucie, może dać kobieta. A wystarczy, że opleciesz mnie rękami, w mig wybudowujesz mi schron ze swoich ramion i rąk… I czuję się tak błogo, tak ciepło i dobrze. Pewność we mnie, że nic tego nie ruszy, że ten schron przetrwa wszystko.
    Jednak jako coś w rodzaju poduszki nie sprawdza się, hihi. Ba, czemu się dziwić, skoro dwa śpiwory i trzy kołdry również nie? Ale dzięki temu wiem, że spanie na podłodze, bez materaca, to zdecydowanie hardcorowa rzecz. Jeszcze po alkoholu może być, ale na trzeźwo – tragedia. Co już nie wspomnę o pierwszej nocy, która była koszmarem.
    Choć mógłbym go powtarzać w kółko. Byle w Twoich ramionach, wtulony w Twoje piersi, chłonąc policzkiem Twoje ciepło a noskiem Twój zapach.
    Zapach… Zawsze zwracałem na to uwagę. Ale wrażenie robiły tylko perfumy. Gdy się ulatniały, pozostawała nicość. A u Ciebie tak nie ma…
    Twój zapach najlepiej czuć, gdu leży się koło Ciebie w nocy. Ze skóry już uciekły perfumy, mydło, kremy. Nie ma nic. Pozornie. Bo nie zdąrzę nawet tak pomyśleć, a już czuję to ciepło (tak w zapachu) połaczone z kwiatową delikatnością. Nie wącham łapczywiej, szybciej, nie, nie. Czekam cierpliwie opanowując się, wciągam powietrze tak jak wciągałem.
    Chłonę powoli. Niemal delektuję się. I choć wiem jak pachnie już gdy poczuje pierwsze akkordy, to teraz sobie nie mogę tego przypomnieć. Może dlatego każde poczucie Twojego zapachu jest wciąż takie cudowne.
    Żadna kobieta spotkana przeze mnie tak nie pachniała. Zawsze czymś, mydłem, dezodorantem etc., nigdy sobą. A Ty tak pachniesz, tak niesamowicie… I nic tego nie jest w stanie zagłuszyć, począwszy od żelu pod prysznic, a skączywszy na jedzeniu.
    Właśnie wróciło wspomnienie… Gdy robiłaś mi po północy kolację. I choć nic nie mówiłaś, nie patrzyłaś na mnie, to ogarneło mnie takie coś, taka pewność, że będziesz cudowną matką. Nie potrafię wyjasnić czemu.
    Może bo nie potrafię sobie wyobrazić jak krzyczysz czy uderzasz nasze dziecko, może bo wiem, że wstałą byś nawet o trzeciej w nocy by mu zrobić kakao gdyby Cię poprosiło, nie mówiąc mu nic.
    Tak mi dobrze z Tobą.

    P.S. – Znowu nie napisałem tego co chciałem na początku, tylko wyszło zupełnie co innego. Ale ja jeszcze napiszę. A może i nie? Bo może nie będę w stanie ubrać tego co chcę przekazać w odpowiednie słowa? Nie wiem.

    P.S. 2 – Pewnie już tego nie napiszę. Bo nie umiem. Mam to w sercu. Głeboko. Tuż obok Twojego pokoju. I tam chyba będzie mu najlepiej…