Wpisy z okresu: 2.2008

    Tak zwyczajnie, po prostu.
    Znikam powoli.
    Ale nikt tego nie widzi.

    Btw – czasem wyżywam się tu: grafi.blog4u.pl. Może komuś się spodoba.

    Miałem iść spać, ale nie dają mi spokoju myśli, które zrodziły się po przeczytaniu kilku notek na blogach, dla jednych dziwek, dla innych kurw a jeszcze dla innych biednych i skrzywdzonych dziewczynek.
    Jeśli ktoś już na starcie wybiera nazwę swojego bloga w stylu „kurwa”, „dziwka” etc. to czy nie robi tego dla posłuchu? By szokować? By mieć czytelników liczonych w conajmniej dziesiątkach? Żałosne posunięcie, jednocześnie ukazujące, czym tak na prawdę kierują się autorki tych blogów. Choć w sumie nie mamy nawet pewności, czy to są autorki a nie na przykłąd autorzy, którzy mają w sieci swoje alterego. Albo jakaś wynajęta firma, zanjmuje się pisaniem danego bloga, by potem wydać go w formie książkowej. Kto wie.
    W każdym razie dobija mnie jedno. Zawsze, na początku, wszystkie, bez wyjątku, są takie biedne, zagubione, nie wiedzą w ogóle ocb. A gdy już moja kilka notek pojawia się pytanie w stylu „piszcie o czym byście chcieli teraz przeczytać”. No kurwa… Czy nie zalatuje to taką sztucznością? Bo przecież blog jest przedewszystkim dla autora, a nie dla czytelników.
    Mogę pierdolnąć tu dokładną analalizę seta Marco V z di.fm i raczej nie zaciekawi to nikogo, kto czyta tego bloga. No i chuj. Ale zrobiłbym to bo ja chcę. Nie ważne, czy wy drodzy czytelnicy będzie to czytać czy nie. Tak, miła jest świadomość, że ktoś czyta, może nawet przeżywa ze mną moje życie (że tak powiem). Ale nie wyobrażam sobie, żebym pierdolną takie pytanie i potem napisał o tym co będzie się najbardziej powtarzać (choć właściwie może to zrobię – w formie eksperymentu).
    Nie, nie zazdroszczę czytelników, komentów, wydania w formie książkowej. Wkurwia mnie to, że niby sątakie biedne a pytają innych co chcą czytać; piszą tak powierzchniowo, że mam wrażenie, że kota mojej dziewczyny, z całą nienawiścią jaką go darzę, jest w stanie więcej z siebie wykrzesać; po okresie, gdy zbiorą jakąś tam liczbę stałych czytelników, piszą w ogóle o czymś inym.
    Ok, dajesz dupy – chuj, nie ważne czy dlatego, że nie masz co do garnka włożyć czy dlatego  bo chcesz się dowartościować, czy bo po prsotu lubisz jak sperma kilku facetów miesza się w Tobie. Piszesz o tym. Przyciągasz ludzi. A potem zaczynasz filozofować. Najpierw nieśmiało, o jakiś drobiazgach, typu: „jakby to było jakbym była z jednym z moich klientów/kochanków”; „czy moje życie jest udane” i inne gówno warte wynaturzenia. No kurwa ręce opadają jak to czytam.
    Oczywiście, nie znaczy to, że takie laski nie mogą tego robić. Mogą, tylko zawsze robią to w żałosny sposób. Ktoś, kto zaczyna pisanie od tego, że uwilbia ssać fiuta, wyssysać wszystko do ostaniej kropelki, a po kilku miesiącach zastanawia się nad tym czy wygrana w Totka zmienia życie jest tak sztuczne, tak chujowe, że odechciewa się brnąćw to coś, co ma czelność nazywać się blogiem dalej.
    Może i dziwnie myślę. Ale jak bym już w ogóle zdecydował się pisac o tym jak daję dupy, to albo zrobił bym bloga na hasło i nikomu nie dał, albo zrobiłbym go pod jakimś wymyślonym nickiem, a nie „dajacy-dupy.blog.pl”. No kurwa, czyż już sama nazwa bloga nie jest chujowa? Jest. I tak jest z tymi wszystkimi blogami – nazwa przyciąga, nie treścią, a ciekawością, szokującą nazwą, whatever, a treść odrzuca. To tak jak siękupuje płytę Virgin – cycki Dody na okładce, liczymy, że w środku będzie więcej albo na płycie jest jakiś bonus w postaci klipu gdzie tańczy na rurce. Okazuje się, że nie ma. To rzucamy w kąt tą płytę i żałujemy wydanych pieniędzy.
    Z blogami kurw/dziwek/dupodajek jest tak samo. Wchodzimy z ciekawości. Czytamy by znaleźć fragment jak opisują to jak dają dupy (nie chodzi o to, że jestem facetem – wszsycy tak robią, z ciekawości), a gdy już zaspokoimy naszą ciekawość już nie czujemy potrzeby czytania dalej. Jakby przez grzeczność przelatujemy pobierzenie kilka kolejnych notek. I zaczyna się robić nudno i schematycznie – seks ciągle opisywany tak samo. Jak to zajebiście ssać jego 20 cm pałę, jak świetnie liże cipkę (bosh jaki nasz język jest beznadziejny w opisywaniu narządów płciowych to już żal, kurwa na prawdę) etc. Ale widzimy jużwyraźnie, bez cieawości, którą zaspokoiliśmy chwilę wcześniej, że to wszystko jest takie samo. I pozbawione uczuć, emocji. Suche. Miałkie.
    Widzmy, że takie blogi, to metr mułu i tona piasku.

    Tyle mamy dla siebie czasu. Czy to dużo czy nie – to chyba nie jest w tym istotne. Ważne jest to co przez te 25 godzin się wydarza. I jak szybko doba staje się wspomnieniem…
    Czasem boję się, że przez to, że masz mnie tak żadko robisz coś wbrew sobie. Ale wczoraj, wydaje mi się, że oboje staneliśmy na wysokości zadania. Razem. Mam nadzieję, że Ty też tak uważasz.
    Zaczynamy robić się bananami – rozbijamy się po hotelach, jemy w restauracjach. Ale chyba to nic złego. Należy nam się, za noce na krótkiej, twardej ławie. A teraz duże łóżko, cisza (względna, nie licząc buczenia niewiadomego cusia), nasze oddechy mącące spokojne, chłodne powietrze. To miłe. I wszyscy są tam mili. Nie dlatego, bo przychodzisz i im za to płacisz. Tylko tak po prostu. Niespotkałem się wcześniej z czymś takim.
    Lubię patrzeć na Ciebie jak się rozbierasz. Jak zdejmujesz trzy a czasem cztery warstwy ubrań. Jednocześnie taka kobieca i taka nieporadna – paradoks. A jak już się rozbierzesz i masz wskoczyć do łóżka, ta sekunda czy dwie przed, jest tak zabawny. Wiem, że Ci zimno, ale tak śmiesznie trzęsiesz się i patrzysz na mnie czasem, wydając dziwne dźwięki, że nie sposób się nie śmiać.
    I uwielbiam tak spleciony z Tobą. Tak kurczowo, tak blisko, tak mocno. To takie inne, dopiero odkąd śpimy tam a nie tu.
    Jak wygląda ta doba? Widzę Cię, leżę, idę, leżę, jem, idę, leżę, jem, leżę, śpię, leżę, jem, nie widzę Cię. To w takim telegraficznym skrócie. Ale czasem nawet nie wiem kiedy i już Cię nie widzę.
    Lecz z racji tego, że wiem, że to czasowe nie przejmuję się. Tak bardzo. A jeszcze dziś wreszcie było biało i zimno – mrrr… Tak lepiej jak jedziesz. Nie tęsknię tak.
    I jest mi cały czas ciepło. I czuję Cię cały czas na skórze. I twój zapach. I cały pokój mi Tobą pachnie, a byłaś tu tylko dwie godziny. I mimo wietrzenia, to wydaje się, że leżysz za moimi plecami i śpisz.

    P.S. – Kurwa, nie pijcie Tigerów na noc. Niby maksymalna dawka kofeiny i bla bla bla, ale i tak zaśniecie. Za to co jakiś czas (dokładnie nie wiem co ile), budzicie się, od razu kontaktujecie jakbyście w ogóle nie spali, rozmawiacie i zasypiacie nie widząc nawet kiedy. Noc wtedy można zaliczyć do tych z przedziału beznadziejnych.

    Dziwka.

    Brak komentarzy

    - Czy ta muzyka musi tak łupać?
    - Tak musi. I tak nie mam kiedy jej słuchać. Moge tylko jak tej dziwki nie ma.

    Okazało się, że dziwka właśnie wróciła…
    No ok, stało się, powiedziałem. Nie żałuję. Bo niby czemu? Ona wyzywała mnie gorzej.

    Z zamiarem wyjaśnienia, czemu doba szczęścia trwa 25 godzin tu siadłem. Ale o tym nie będzie, nie dziś…
    Dziś koszmary dni zaszłych męczą mnie. Po powiekami przewija się tyle moich błędów. Od podstawówki do teraz. Od słów, które wypowiedziałem, a nie powinienem do słów których nie wypowiedziałem, a powinienem. Od czynów, które popełniłem a popełnić nie powinnem do tych, które popełnione winny być, a nie były.
    I chyba najbardziej dotkliwe jest to, że niektórzy ludzie, to prawdziwe, hmmm… mendy (to chyba odpowiednie slowo). Małe, brzydkie żyjątka, które tylko plują na Ciebie jadem i knują jak zrobić by Ci było chujowo.
    Obgadujesz mnie za plecami – chuj, mam na to wyjebane co myślisz o mnie. Znam swoją wartość i nie potrzebuję tak jak ty kogoś, by mnie poklepał po plecach i powiedział, że jestem zajebisty.
    Zdradzasz rzeczy, które powierzyłem ci w sekrecie – tu pokazujecie swoją żałosność. Nie mając jak się wyrzyć, mówisz coś, co było powiedziane w sekrecie. Lecz wiec, że do końca nigdy Ci nie ufałem.
    Straszysz mnie – tylko, że ja już się nie boję.
    Mówisz o mnie bajki – mów, nie zabronię Ci. Bo szkoda z tobą gadać. Kto mnie nie zna – uwierzy. Ale to mnie mało obchodzi. Bo wiem, że kto zna mnie – nie uwieży. I tyle mi wystarczy.
    Oj jaki ja głupi byłem. Nie przez to, że dałem się podpuścić, tylko przez to, że okłamywałem się na twój temat. Nie widziałem twojego prawdziwego ja. Ale od dawna widzę. I w duchu śmieję się, że nie dane mi było się o tym przekonać później. I z tego jaka jesteś żałosna. I ty też. I ty.

    Czasem złe emocje przelać na „papier” niż dusić je w sobie a gdy jest najmniej oczekiwany moment, wylać je z siebie w powietrze.
    Tym samym czas zamknąć ten żałosny epizod mojego życia. Żegnaj mała, żałosna kreaturko. Już więcej wracać do ciebie, nawet w myślach, nie zamierzam. Mam nadzieję, że umrzesz w męczarniach choćby jutro. Bo tylko tlen dobrym ludziom zabierasz.