Wpisy z okresu: 3.2008

    Więc leżysz obok mnie. A ja nie mogę przestać na Ciebie patrzeć. Taka spokojna. Lubię na Ciebie parzyć jak śpisz.
    Fale włosów rozlewają się na całą poduszkę. Czoło całkiem odkrye, podkreśla brwi. A te bledną przy czerni Twoich rzęs. Czasami wydaje mi sie, że patrzysz przez nie na mnie, udając, że śpisz. Ale wiem, że tak nie jest.
    Zimny wiatr muska mój pośladek. Ciągnie od okna. Ale nie chcę się przykrywać. Nie chcę Cię budzić. Choć wiem, że nie mine pięć sekund i znowu będziesz spać, to nie chcę.
    Pod oknem rozgrywa się dramat jakiejś pijanej laski. Nawet mnie to nie obchodzi, nie wstaję by ją zobaczyć. Drze się. Mąci moje myśli.
    Odgarnąłem Ci włosy z uszka, by na nie popatrzeć – obudziłaś się. Ach, jak brak mi zwiności? Delikatności? W każdym razie brak mi czegoś, bym mógł to zrobić nie mocąc Ci snu. Ale nie umiem. Leniwie mrugasz powiekami, wbijajać we mnie ten słodki wzrok, by po chwili zamknąć je i pogrążyć się w przerwanym śnie.
    Twoje usta takie spokojne… Drapiesz się po nosku przez sen – nie mogę się nie uśmiechnąć. Górna warga bardziej wysunięta do przodu. Ułożone idealnie. Dolna mniejsza, ale wiernia swojej przyjaciółce wyżej.
    Lubię patrzeć na Ciebie jak śpisz.

    Matrix.

    3 komentarzy

    Take the blue pill.
    Take the red pill.