Wpisy z okresu: 5.2008

    Wytrzymam.

    Mam nadzieję.

    Wstaliśmy o piątej, a raczej ona wstała i po jakimś czasie przyszła, i się wtulila i zaczeła plakać. Ale tak strumieniem łez. Nie tak jak placze, bo jadę, tylko tak prawdziwie, tak strasznie, jak coś boli. Bardzo boli. I mówi, że jej się śniło, że jej mama umarła. I czułem jej ból. Nie wiedziałem co zrobić czy powiedzieć i palnąłem, że będę*. Przestała na chwilę, popatrzyła na mnie przestając płakać i znowu płakała. A ja siedzialem i zlizywalem jej łzy.

    * nie jestem pewien czy tak było, ale zapamiętałem to tak, więc chyba tak było, lecz pewności nie mam, co więcej coś mówi mi, że siedziałem i tuliłem ją jak palant usilnie próbując zebrać o piątej rano myśli by powiedzieć coś, co ją pocieszy i jednocześnie nie zabrzmi banalnie…