Wpisy z okresu: 8.2008

    Mistrz.

    1 komentarz

    Jestem mistrzem w spierdalaniu momentów, których nikt nie powinien spierdolić. Mam do tego talent, na prawdę. Ilekroć się staram, ale tak z całych sił, to efekt końcowy jest zawsze taki sam – w kulminacyjnym momencie wszystko psuję. Nie zależnie od tematu zawodzę na całej lini. Nie to, że świadomie. Tak po prostu. Nie chcę, a to robię.
    Próbuję doszukać się chwili, która jest początkiem destrukcji – znajduję. Po fakcie.
    Dziś przegiąłem na całej linii. Zaślepiony fragmentami całości, dałem upust całej magazynowanej złości. A ściślej mówiąc, nie tyle złości co oczekiwaniom, które odbite od niej, stawały się złością. Z racji długiego czasu przechowywania, były duże i ciężkie. I dużo i ciężko dostało się jej. Zupełnie nie potrzebnie.
    Opanowałem się dopiero w momencie, gdy powiedziała, że widzę tylko siebie. Miała rację. Ochłonąłem, przyjrzałem się i rzeczywiście. Zachowałem się jak idiota, palant etc. Mogę mieć tylko cichą nadzieję, że zapomni…
    Doprawdy nie wiem co we mnie wstąpiło. Dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, ile ją to kosztowało, a mimo to przypierdoliłem się do fragmentów rażących mnie. Zamaist popatrzeć na całość. A przecież jej tłukę to ciągle, by nie patrzyła na poszczególne elementy, tylko na całość.
    Potrzebowałem jej dziś. Bardzo. I lepiej by chyba było zrobić to jak była by blisko. No ale zrobiliśmy to oddzielnie i wyszło jak wyszło. Pytanie tylko, czy dziś nie przyniesie tego samego, tylko z odwróconymi rolami…

    Btw – jak ktoś ma maszynę do cofania czasu, to ja poproszę o jeden kurs. Wstecz. Do moich szóstych urodzin.

    Im bliżej do razem, tym dalej od spokoju…
    Jednak dzieje się to co przewidywałem. Z każdym dniem zbliża się paździenik i z każdym dniem spięcia. Mnie jest ciężko i jej. Czasem ostro, czasem milczącą. Jednak ciągle rozmawiamy.
    I tylko tak bardzo chcę, że jak niedługo się spotkamy, to żebyśmy porozmawiali o tym wszystkim. A nie tak jak zawsze, że to gdzieś ucieka…