Wpisy z okresu: 12.2008

    Dawno tak dokładnie nie umyłem zębów. Ba, dawno nie cieszyłem się do lustra, sam nie wiem czy do własnego odbicia, czy do pary, która momentalnie na nim osiadła, gdy tylko wyszedłem. Ktoś może zapytać czemu to ja taki szczęśliwy. Otóż odpowiedź jest banalna – zakupy.
    Przed chwilą odkryłem, że nie ma nic lepszego niż zakupy po północy. Razem je robiliśmy, mimo, że prawie siedem godzin od siebie. A jakie one podniecające! Mrr…
    I teraz tylko czekać aż przesyłka dojdzie do nas i cieszyć się tym co kupiliśmy…

    Każdy z nas ma swoje niespełnione fantazje. Jedne są awykonalne (like bycie astronautą) i te wykonalne (like przespanie się z jaką gwiazdą porno). Ale mamy też te marzenia, które są na wyciągnięcie ręki, ale jednak coś nas blokuje (na ten przykład w tej chwili mnie blokuje pierdolony kran, który co chwile jest odkręcany i lecąca z niego woda zmywa moje myśli). Są różne blokady – te zależne od nas i te niezależne, te, które jesteśmy w stanie przeskoczyć i te które musimy obejść.
    Dążenie do szczęścia (mojego) jest moim głównym priorytetem, lecz jest od jakiegoś czasu zarzucone częściowo. Nie żebym nie był szczęśliwy, ale czuję się od jakiegoś czasu, jakbym stał przed automatem szczęścia. Muszę ciągle wrzucać do niego walutę, którą on przyjmie, by być szczęśliwym. A to chyba nie tak powinno być (zostało to potwierdzony po rozmowie z pewną ulubioną „nieznajomą”; już się obawiałem, że w tym myśleniu jestem osamotniony, ale jednak nie).
    Lecz mimo założeń ruszenia z moim życiem, które mozolnie są realizowane, to w tej kwestii jestem bezradny. I nadal wrzucam żetony do automatu szczęścia. Jednak on coraz więcej chce. A nie jest łatwo wrzucać więcej i dostawać miej. Proporcjonalnie, niech podam przykład – muszę wrzucić kilka godzin by mieć godzinę.
    Pytanie czy automat mnie nie oszukuje? To dobre pytanie, lecz odpowiedź nie jest prosta. Bo przecież za niego nie mogę się wypowiedzieć. Innymi słowy, nie dowiem się tego (chyba, że się zepsuje całkiem).
    Następne pytanie jakie powstaje, to czy powinienem godzić się na rosnące stawki, ba! Czy w ogóle powinienem akceptować bycie tego automatu. Nie. Bez zastanowienia odpowiedziałbym. Lecz mimo to akceptuję. Bo to mimo bandyckiej stawki świetny automat.
    Wiem jednak, że jeśli cena osiągnie pewny poziom (a dużo nie brakuje), to przestanę płacić. Nie wiem czy przeczekam na zmianę stawki, czy znajdę więcej waluty czy zostawię go i przeniosę się na tańszy (bo przecież nie powiedziane jest, że coś co tanie, musi być złe).
    Jestem dobrym graczem, wiem jakie automaty lubię. I one też wiedzą. I myślałem, że potrafię grać na jednym. Cóż trudno się dziwić, skoro Tekken jest pozycją nieśmiertelną. Lecz przez skoki animacji, lagi i blokowanie się klawiszy (bardzo częsta przypadłość w moim modelu) zastanawiam się, czy nie czas zagrać w Tenchu czy Virtual Fighter.
    Próbowałem sam naprawić swój automat, ale ubogi, jak się okazało (choć myślałem, że jest wystarczający), zestaw narzędzi nie pomógł. Nie oddam go do fachowca, bo mnie nie stać. Sam nie dam chyba rady go naprawić, choć wcześniej myślałem odwrotnie…

    Właśnie przed chwilą uświadomiłem sobie, że właściwie to nie wiem. Bo przecież to wszystko leży przede mną. Lecz nastawienie moje pozostawia wiele do życzenia. No niestety, każdy czasem ma spadek energii. No i Rof właśnie go ma.
    Mogę wszystko – nagrać i wydać, kochać i kochać się, śmiać się ciągle i patrzeć jak ona się śmieje, gotować i przełykać porażki kulinarne, iść na uczelnię z uśmiechem, choćby w duchu, ale jednak.
    Muszę ruszyć swoje życie, bo kurwa zdechnę tu i nawet tego nei zauważę. Przecież mam tyle czasu, a tak na prawdę wychodzi jakbym go nie miał wcale. A to nie prawda.
    Poprawę obiecuję. Sam sobie. Choć tego dochować…

    One.

    1 komentarz

    Sam.
    Jeden.
    Zimno.

    Kurwa.

    Brak komentarzy

    Mieszka podemną. Dziwka ze swją ciężarną córunią. I jej mężusiem. I kurwa wielce przeszkadzało im, że zrobiliśmy impreze.
    Fakt, może było trochę za głośno, może ktoś po pijaku z nią klimił krzywe jazdy, ale czy to od razu powód by wzywać psy? Dla kurw mieszkającyh tak, lolz.
    W kazdym razie dzień po imprezie przyszedł kocięba dzielnicowy i zaczął pierdolić. Ale skurwiel był tak pewny swojej wersji, że myślałem, że go tam rozjebię. A jak mnie zaczął straszyć sądem to nie wytrzymjałem i mu powiedziałem, niech napierdala ten wniosek do sądu, bo conajwyżej dostanę grzywnę, a stać mnie na nią. A tak to może mi naskoczyć i niech przestanie traktowac mnie z góry bo sobie nie dam.
    To wyszedł i wrócił po chwili mówiąc, że tam pod nami lezy od 3 lat warzywko jakieś stare. Pomijam fakt, że pewnie i tak nic nie słyszał, to jak ta pała pokazała, że ten koleś jest kłodą… Omg, normalnie stanął, ręce koło siebie, wyprostował się i przez chwilę nic nie mówił. No mistrzy kalamburów normalnie.
    Sumasumaru czekam aż ta kurwa urodzi i ten bachor zacznie płakać po nocy…