Wpisy z okresu: 1.2009

    Napierdala się dalej na 12 godzin przed egzaminem. Ei!

    Nie wiem jak to będzie. Chyba się obawiam stanu swojej wiedzy. A od tego w sumie zależy moje być albo nie być. Dobrze chociaż, że tylko tam.
    Obecnie walki toczą się w w dzielnicach filozofii: w epistemologi, aksjologi i ontologi. Ciężkie starcia z użyciem artylerii ciężkiego kalibru, bombardowania kolorami oraz dywanowych nalotów mazaków mają miejsce na wielkiej kartce, która w przyszłości, w zamierzeniach sztabu, już za maksymalnie godzinę będą mapą myśli.
    W mojej głowie chwilowe zawieszenie głowy po trzech dniach dwustronnego ostrzału wiedzo-alkoholowego.
    I tak czasem aż pomyślę – i na chuj mi to było. Mogłem co miesiąc mieć kasę taką by godnie żyć, co tydzień wolne weekendy a co dzień słuchać przez osiem godzin swojej muzyki. Ale nie kurwa, zachciało mi się mieć mgr przed imieniem.

    Fight. Nie mam wyjścia. W sześć dni muszę wkuć zdeka za dużo dat, nazw i innego gówna, które po zdaniu zapomnę i tak. No ale system eliminacji studentów jest aktywny, tak więc muszę znaleźć pancerz, dający mi przed nim stu procentową obroną. Właściwie znalazłem, tylko z dopasowaniem go do głowy, a raczej w nią jest ciężko.
    Ale dam radę. Muszę.

    Jak debil wpadłem dopiero teraz na komentarz z listopada. Czytałem go już, ale dopiero teraz mnie oświeciło…
    Nie umiem się żegnać, to fakt. Umiem się tylko witać. Jestem jak wódka o smaku mango – na początku smakuję jak sok z procentami. Walę w głowę, czasem zwalam z nóg. Ale jest tylko zabawnie, radośnie. A po kilku godzinach to znika pozostawiając huk w głowie i jej ból. Szkoda, że aż taki, że wszystko co związane z nim wymazałaś.
    Tak, dobrze przypomnieć sobie te chwile. Lecz krąży we mnie ciągle jakiegoś rodzaju poczucie winy. Nie pytaj dlaczego – przecież jestem tylko zły facetem.
    Ciągle mam te dwie kartki w kratkę. I kopertę koloru papieru pakowego. I nie umiem, nie chcę, nie zrobiłem i pewnie nie wyrzucę tego. Nie wiem dlaczego.
    W ogóle nie wiem po co to piszę. Pojęcia nie mam czy zrozumiesz co napisałem, co chciałem napisać, cokolwiek.
    Mam wyrzuty sumienia, bo to było prawdziwe.
    Ale jednocześnie tak ciężkie, że nie byłem w stanie tego utrzymać. Za dużo na raz, nie byłem w stanie wymagań udźwignąć. System w rozsypce, błędy sektorów co chwila. Każda, wymagająca większego obciążenia operacj wiązała się z ryzykiem zawieszenia się i rebootu systemu.
    Nie był on jedyny. Było ich wiele. Nie ma sensu ich tu opisywać, choć na pewno było by to dla wielu osób ciekawe. Ale wyrył się w pamięci. Nie da się go już nadpisać – on tam pozostanie do końca.
    Bo ja nie zapominam.

    P.S. – Nie wiem czy to wszystko zabrzmiało banalnie czy nie. Mam tylko nadzieję, że rozumiesz, Kropko.

    Piję.

    2 komentarzy

    Bo na trzeźwo już nie mogłem. Bo ile kurwa można?
    Po chuju jest w wielu sprawach. W kolokwiach. W seksie. W życiu. W muzyce. Może tak ma być?
    Wczoraj widziałem kilka fot ludzi z mojego dzieciństwa, ogólnie przeszłości. I w sumie się zastanawiac zacząłem gdzie spierdoliły nam kontakty, gdzie się urwały. Nie wiem sam, na prawdę. Czy żałuję… Trochę. Ale nie bardzo. Wierzę, że te wakacje coś zmienią; że spotkam ludzi normalnych, nie interesownych, którzy będę. Tak po prostu.
    Walneło mnie tak, że nawet zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem to nie przez to, że słucham elektroniki. Ale doszedłem do mądrego wniosku, że nic to nie ma do rzeczy. Ale nadal nie wiem why mi się z nimi kontakt urwał.
    Tak więc piję. Sam, bo nie ma z kim. Bo nie chcę z nikim pić. Chcę sam ze sobą. I wcale nie uważam, że to coś złego; że robi to ze mnie alkoholika. Wtedy po prostu mam czas i chęć na przemyślenia w spokoju.
    Jednak dziś jakoś nic z tych myśli nie wynika. Bo przecież to, że ludzie z lo czy gimnazjum to pizdy, wiem od dawna. Albo, że moja kobieta nie nadaje się do picia. Lecz to wszystko przecież wiem.
    Brakuje impulsu, który pchnie mnie do działania. Który pozowli wybuchnąć, spalić się do końca. Brak…
    Rozśmieszam wszystkich w koło, choć tak na prawdę, w sobie, nie mam z czego się śmiać. Coraz mniej radość dnia codziennego. Ale wódka jest, więc jakoś dzień mija.

    Haw du ju du.

    1 komentarz

    Let’s say, że się uczę.
    Let’s say, że zaliczam.
    Let’s say, że się nie nudzę.
    Czekam tylko na ferie. Tylko na to. Kiedy będę mógł się zaglębić całkowicie w odmenty nowej muzyki, która zalega na tych kilku tb.
    No i noszę się, sam już nie wiem ile, z projektem bloga o muzyce. Jak na razie wszytko w głowie. Może jak będe mieć czas.

    Ps. A i niedługo update fotologa, tak więc jak komuś się podobały moje foto to zapraszam.