I tylko zdobyć wpis pozostało mi. Jak nie w tym tygodniu to we wrześniu. Ale ogólnie, to już po.
Zaczynam znowu to czuć, że jestem jej potrzebny. I choć czasem coś zmąci to uczucie, to mimo to wydaje mi się, że to miłe; że nie ma ciągle tak, żebym nie mógł poczuć jak jest bez tego co teraz – bo jakbym zrozumiał inaczej co mam?
Niedługo pojadę na dłużej do domu i… obawiam się tego. Ale chęć zobaczenia mamy, pogadania z nią dłużej niż przez telefon jest silniejsza.
Dziwne, że jakoś tytuły po angielsku brzmią lepiej. Ten co jest powyżej zamiast „Jesteś zwycięzcą!”.
Miałem tyle myśli. Chciałem wystukać je tu w nocy, na starej klawie, ale wszystkie zleciały z wodą.
Well… at lest U are the victorius.
I choć prawie każde zdanie jest o czymś innym nie chcę między nimi przerw, bo to jeden ciąg.