Wpisy z okresu: 8.2009

    Lost. I think.

    1 komentarz

    Chyba czuję się zagubiony.
    Tak, przyjechała. Były łzy, było tulenie, były słowa. Było wszystko co trzeba było. A potem był wyjazd. Spokój też. Był.

    Bo ja czuję się zagubiony. Tak myślę. Wiem, że wszystko jest dobrze, lepiej i do przodu. Więc skąd te niedobre myśli? Czemu obwiniam I. za coś, co ewidentnie jest winą jej?
    Czemu myślę? Wiesz, bo nie umiem inaczej. Będąc sam, nocą zawsze to robię. Analizuję to wszytko, patrzę z różnych perspektyw, zastanawiam się nad wariantami. Może i jestem dziwny, zadręczam się sam. Ale tak było, jest i będzie. Nigdy nie próbowałem tego zmienić i nie widzę sensu by to zrobić.

    Dziś mnie rozbiła debilna kłótnia z mamą. I zdeka się rozkleiłem. Źle to na mnie działa w takich momentach a tu się napatoczył kretyński tor rozmowy z nią. I w ogóle masakra co myślałem, jak z nią gadałem.
    Normalnie mózg w takich sytuacjach podsuwa tak debilnie głupie myśli, że szkoda pisać.

    Staram się zmienić. Dla niej. Ale potrzebuję wsparcia. Żeby mnie przytrzymała. Nie tak szarpanie, tylko ciągle.

    Zawód ten nie spotyka mnie pierwszy raz. Znowu jest taka sytuacja i
    znowu ona robi to co dla niej wygodne. Nigdy jeszcze nie została.
    Nigdy. Zawsze wychodzi. Nie będę się prosił by została. Sama powinna
    wiedzieć kiedy powinna zostać. I to boli. Tak po ludzku.
    Nie mam do niej żalu, nie złoszczę się na nią. Po prostu jest mi
    przykro. Bo ja wyczuwałem takie momenty, zostawałem, mimo, że mi bardzo
    zależało. A ona nie. Pokazała, że ważniejsze jest imprezowanie z
    koleżanką niż wsparcie, po dniach pełnych spięć, bynajmniej nie z mojej
    winy.
    Dziwne, że takie rzeczy zawsze wychodzą tylko i wyłącznie jak
    wyjeżdżam. I przez pewien moment, dziś, bałem się następnego wyjazdu.
    Ale wiesz co? Już się nie boję. Nie jestem może i najbardziej zajebisty
    ale Ty też taka nie jesteś. Nie dam Ci się rani tylko dlatego, że Cię
    kocham. Nie będę wył w poduszkę. Zrobię tak samo.
    Obwinianie mnie o to, że nigdzie nie wychodzimy też jest śmieszne w
    sytuacji, gdy jedyną rzeczą, którą proponowałaś jest spacer. A ja nie
    zawsze na niego mam ochotę.
    Jestem
    facetem, tak, ale wrażliwym. Zawsze wiedziałem więcej o innych a oni
    mało o mnie. A teraz zaczynam chyba żałować, że tak nie zostało.
    Czuję się oszukany. Może to i śmieszne, ale tak właśnie się czuję. Były
    umowy, obietnice, a to nie ja sobie nic z nich nie robię.

    Teraz
    jest czas najwyższy żebym to ja tupnął nogą. Rozliczę Cię z tego
    wszystkiego. Beznamiętnie wytknę Ci wszystko, bez wyjątku.
    Czara goryczy we mnie przelała się gdy wyszło, że Ty najebawszy się
    potrafisz zapomnieć, że ja; jak się czuję; że mi źle. To zabolało.
    Kurewsko. Do samego tego, co jest nasze. Tak bardzo, że nie ruszyło
    mnie, że wcześniej napisałaś, że pamiętasz o mnie zawsze ale się dobrze
    bawisz.

    Jak się teraz czuję? Oszukany, nieufny, sam.

    Chciałbym by to skończyło się pozytywnie. Ale nie mam pewności, że tak będzie. Wiem tylko, że nie ugnę się.
    Pamiętam
    wszystkie wytknięte mi błędy. Nawet je zapisałem. I bądź pewna, że one
    znikną. Tak jak jedne z naszych życzeń, no ale ważniejsze by Ci
    odpowiadało.

    A teraz patrząc na moją uprawę kaktusów zapytałem sam siebie czemu
    jestem samotny. Czemu nie mam 100 numerów do znajomych, pomijając to,
    że nie mam komórki? Czemu nie mam żadnej osoby, z którą mógłbym pójść
    na wódkę i wylać wraz z procentami w kieliszkach wszystkich swoich
    żali, przemyśleń, problemów.
    Przecież nie mam problemów z nawiązywaniem nowych kontaktów, znam wiele
    osób. Może tu chodzi o sposób mojego bycia, o to, że mówię co myślę i
    jestem szczery? I co kurwa, mam się zmienić tylko po to by mieć kogoś
    obok, oprócz Ciebie? Nie dzięki, raczej nie. Choć ostatnio nawet przy
    Tobie ciężko mi jest się otworzyć, a Ty tego nie ułatwiasz mi.

    Pytam sam siebie, co dalej będzie i nie wiem. Ale od razu mam przed
    oczami świat beze mnie. I jakby moje serce spadało w przepaść. Nie mogę
    złapać oddechu ale i muszę powstrzymać łzy bo inaczej ono tak długo
    będzie spadać jak długo będą one lecieć.
    Chyba nie umiem się odnaleźć w tym świecie. A może tylko mieście.
    Słucham innej muzyki, nie spotkałem tam jeszcze kogoś o podobnych
    gustach muzycznych. Być może lepiej by mnie zrozumiał.
    Może
    ze mną coś po prostu jest nie tak. Może ja potrzebuję swojego własnego
    świata. Tego, który, myślałem, że wykreowałem sobie tylko w częściach,
    a tak na prawdę, chyba on jest w całości. Ale przecież ja go mam. A że
    są problemy? Cóż, zawsze są. Mimo, że myślałem inaczej. Tylko czemu do
    cholery zawsze dowiaduję się o nich ostatni.

    Czy mam w Tobie jeszcze oparcie? Szczerze nie wiem.
    Może jesteś tylko z przyzwyczajenia?
    Tak, boję się tego. I wielu innych rzeczy. Strach paraliżuje mnie by zapytać.

    Justin
    Imperiale to chyba nie był najlepszy wybór do tła stukania klawiszy. Te
    melancholijne dźwięki nie tyle co mnie usypiają ile strasznie mnie
    uspokoiły. Wewnętrznie. Tak więc pewnie dlatego oczekuję tego co
    napiszesz po mojej szczerej wiadomości.

    P.S. – zdaję sobie sprawę, że dawno nie było tak szczerego wpisu.

    Edit: Mam newsa dnia. Nagle I. stała się jej przyjaciółką… Mnie można mówić nie, jej nie.

    Edit 2: Jednak nie ma Cię kiedy Cię potrzebuję. Tego nie zapomnę.