Dopiero siedząc bez celu, z „inną” muzyką… nie, inaczej. Z taką spokojną, co nie znaczy wolną. Anyway chodzi o to, że świeci słońce a ja widzę cudne chmury przez okno. I mimo, że od półtorej godziny siedzę i nic mi robić się nie chce, to ten widok na prawdę zajebiście mnie naładował. Zapomniało się jak to jest widzieć coś tak proście pięknego, oj zapomniało…
A może to przez to, że jak sama D. mówi ona ponownie się we mnie zakochała? Nie to, żeby przestała, ale ta energia co jest na początku potem jakby się usypiała. A ona ożyła w niej. No w każdym razie tak mówi.
Wakacje się skończyły, zdjęcia utrwalające śmieszne momenty, w ogóle momenty są wrzucane na mojego fotologa.
Co raz więcej planów związanych z wspólnym mieszkaniem. A to zakup jakiegoś tam żaroodpornego naczynia a to blender i takie tam po opłatę za studia czy dokupienie rzeczy do kompa. I podoba mi się to. Choć i tak najbardziej czekam n własne mieszkanie, które będę mógł urządzić po swojemu (na razie mam dwa żelazne punkty – pokoju z kompem na poddaszu i bar w piwnicy). Lecz to przyszłość.
Na razie chwytam dzień i mimo nadciągającej poważnie zimy w postaci raz ciepłej a raz zimnej jesieni cieszę się z życia.