Wpisy z okresu: 1.2010

    Bo cóż więcej powiedzieć mogę?

    Nie ważne są studia. Powietrze w płucach rozpiera. Łapię się na tym, że patrzę przez okno i się uśmiecham. Tak lewym kącikiem ust. Lecz cóż z tego, skoro za godzinę czy też dzień będę patrzyć na tapetę i twierdził, że ona jest szczęśliwa.
    Ciężkie czasy. Mroczne. Ale jak w mroku może być tak radośnie słonecznie? Nie wiem. I nie zapytam bo Ty też nie wiesz.

    Nie mów nic, nie mów nic
    Nie chcę wiedzieć
    Co naprawdę dzieje się do koła nas

    W tym momencie nie ma niczego lepiej oddającego mojego stanu. Dzięki Krzysiu za to, że macie piosenki, dzięki którym jakoś się w tym całym burdelu odnajduję.

    Ja…

    Brak komentarzy

    … żyję Matrixie. I chuj z tym i tak skonfiguruję go tak, że będziesz na górze. Choć przegrasza.

    Im lost.

    1 komentarz

    And whatever I do someone will be hurt.

    A.D. 2010

    2 komentarzy

    Ten sylwester był pięknie podsumowującą porażką roku 2009. Taka jebana wisienka na torcie. Chujowi ludzie, zmęczenie (nie tylko moje), jakieś bójki (w których nie brałem udziału, bo akurat piłem, a takich czynności się nie przerywa), głupia cipa, która myślała, że jest fajna bo latała w samym staniku, która ujebała mi kurtkę sokiem porzeczkowym. Ot rzuciła mnie kartonem. Mało co szmaty nie zabiłem. Jej szczęście, że w praniu wszytko zeszło.
    Najśmieszniejsze jest to, że tak jak ja, D. jakby przeczuwała, że będzie chujowo. Dzień wcześniej ona nie chciała, 31 ja. Ale w końcu pojechaliśmy i już wiemy dwie rzeczy – nigdy więcej imprezy na jakimś jebanym zadupiu i od teraz preferujemy domówki.
    Warto zaznaczyć, że do wynajętego domku trzeba dopłacić prawie 400zł (jedna noc 500zł lol), z tego jebanego domku szło się na dworzec dobre trzy kilosy tylko po to by dowiedzieć się, że pociąg, który miał być za dwie godziny będzie nie wiadomo kiedy, bo jakiś gówniarz wpierdolił się w niego swoim maluchem.
    Pomijając sylwka, 2009 był ogólnie do dupy. Albo inaczej – nie taki jak chciałem. Za 2010 miło mnie zaskoczył (jeśli nie liczymy wpadki z pociągiem). Właściwie to D. mnie zaskoczyła.