Wpisy z okresu: 8.2010

    Sing It Back.

    2 komentarzy

    Siedzę i patrzę w okno – bezkres czarnego granatu nieba powala swoim pięknem. Oddałbym się za Mallboro LIght 100. Rozpływam się od wewnątrz. Takich pięknie dopasowanych dźwięków do okoliczności dawno nie słuchałem.
    I o drinku marzę. Niech będzie Malibu kokosowe i anansowe. Do tego sok żurawinowy i Finlandia limonkowa.
    Tak bardzo chciałbym usiąść na parapecie. Zapalić i delektować się różnorodnością smaków tak skutecznie tępionych przez tytoń.
    Lecz nie usiądę. Parapet nie ten. Fajki nie ma. Alkoholu tym bardziej.
    Więc będę tak siedzieć gdzie siedzę, ze słuchawkami na uszach. Zamknę oczy i będę udawać, że nie boje się śmierci.
    Będę trwonić tak cenny czas jaki mi pozostał.

    Z prędkością krabinu lecą jedne i drugie. Już nie ma rykoszetów, w ostaniej chwili nie oddanych strzałów czy braku trafień. Wszystkie, całe serie, lecą wprost do celu. Celu jaki tylko chcę. Lecą do wszystkich, do których chcę by leciały. Nikogo nie ominą, chyba, że tego bym chciał.
    Nie kontroluję ich już. A może nie chcę? Mówię co myślę. Najpierw. Potem pomagam ranny. Tym, którzy naporu, szybkości i brutalności moich słów nie są w stanie wytrzymać.
    To mocne pociski. Myśli, pokryte kołnierzem prawdy. I chuj, że mojej prawdy, skoro najcześciej jest to prawda ogólna i dobrze znana. Tylko, że gdy leży nie jest straszna. Ale gdy ktoś nią dostaje, to nagle sobie uświadamia, że ona tam jest, on o niej wie i nic sobie z tego nie robił. Jednak zawsze jest już za późno. Serce rozdziera kula a za nią lecą następne. Pociski serią odrywają kawałki cząstka po cząstce.
    Większość patrzy z początku. A potem jest złość. Albo odcięcie. Czasem łzy. A one jak biała flaga są. Mimo, że pociski jakiś czas jeszcze lecą, bo w końcu nie łatwo zatrzymać jest rozpędzone działko Gatlinga.

    Nawet nie wyobrażacie sobie, jak dobrze iść i zrobić taką masakrę. Może gdybym miał większą ilość bliskich mi osób było by kilku zabitych, tych, którzy skreślili by mnie na zawsze. Lecz dzięki małej ich ilości, wszyscy po chwilowej pomocy medycznej wracają w swoje szeregi. A nawet gdyby tego nie zrobili… Cóż, skończyło się. Poszedłem na wojnę. I wygram ją. Mimo wszystko.