Wpisy z okresu: 11.2010

    Marzyciel.

    Brak komentarzy

    Tak, przetańczmy całą noc. Niech nie bolą nas nogi, bo po co? Niech muzyka porywa nas nawet na trzeźwo. Dajmy się unieść pulsującym beatom, pulsującym światło i omiatającym parkiet laserom. Śpiewajmy razem z kilkoma tysiącami ludzi tak dobrze znane kawałki.

    Wgniećmy maskę samochodu i udawajmy, że to nie my. Zetrzyjmy śnieg by nie pozostawiać śladów. Udawajmy, że niczego nie pamiętamy. Odchodźmy by po chwili do siebie wracać by topić śnieg na policzkach.

    Zatraćmy się w cieple, gdy za oknem hula wiatr i prószy ostry jak małe igiełki śnieg. Napijmy się Martini. Bo ten zapach przypraw jest urzekający. I posłuchajmy jak ten wiatr mocno krzyczy.

    Patrzmy na siebie i uśmiechajmy się. Udawajmy, że nie widzimy swoich spojrzeń. Nie mówmy nic, bo przecież tak wtedy trudno się odezwać. Splećmy tylko dłonie.

    Przytulmy się, zakryjmy kołdrą i niech dłonie tańczą po naszych ciałach. Złap mnie za kark, wbij w niego paznokcie. Zmruż oczy i zduś przyspieszony oddech.

    Rozmawiajmy, śmiejmy się tak głośno. Mówmy i dalej udawajmy, że słowa nie są dodatkiem do spojrzeń, gestów, dotyku. Rzućmy na koniec, że dla takich chwil warto żyć.

    Nite Time.

    2 komentarzy

    Nie, nie robię tego jeszcze. Ale jestem pewien, że zrobię. Nastawienie odpowiednie, jeszcze tylko trzeba kupić potrzebny sprzęt i zacznę to robić jeszcze w 2010. Zadowolony jestem z siebie, że wreszcie chcę coś ze sobą robić.
    Po za tym piszę, próbuję tworzyć na nowo dźwięki. Ciągle jestem graczem.
    Może nie uśmiecham się do jutra, ale też nie patrzę na nie z nienawiścią.
    Wróciła forma do picia!

    Btw – lubię uśmiechnąć się do tego obrazka poniżej.

    U lose.

    Brak komentarzy

    Teraz.

    Brak komentarzy

    Teraz już rozumiem.
    Teraz jestem sam z tym wszystkim.
    Teraz złoszczę się na siebie, że mogłem uwierzyć, że może być inaczej.
    Teraz wiem, że nie można wierzyć nie tylko słowom ale i gestom.
    Teraz pozostaje myślenie.
    Teraz wszystko znowu wszystko przygniata mnie.
    Teraz muszę zakładać maskę.
    Teraz czuję się jakbym był w innym wymiarze.
    Teraz zamykam się na ludzi znów, bo wtedy nie mogą mnie dosięgnąć.
    Teraz przestałem wierzyć, że świat jest dobry.
    Teraz już „I don’t want to make friends”.
    Teraz pogrążam się w marazmie.

    Dziwnie. Nie że boli czy w jakikolwiek sposób dotyka. Tylko tak dziwnie.
    Jeśli jedni są szczęśliwi to normalną koleją rzeczy jest to, że są tacy, co szczęśliwi nie są. Jaki jest sens w zastanawianiu się czemu tak jest? No właśnie – nie ma. A mimo to się zastanawiamy. Bo przecież gorsi ludzie od nas mają lepiej. Albo my zasłużyliśmy na to co mają inni. Uśmiecham się do takich myśli.

    Mógłbym zrobić tak wiele, więc czemu nie robię? Chciałbym usłyszeć, że Ci zależy bym zrobił to czy tam to. Chcę wiedzieć, że chcesz mojego szczęścia. Jednak tego nie usłyszę. A nawet jak otworzysz usta to ja zasłonię uszy. Może się odwrócę a może poczekam aż się znudzisz i odejdziesz. A ja wtedy popatrzę na linie horyzontu i połknę łzę udają, że to przez wiatr.

    Czy czułeś się kiedyś tak jakbyś był na fecie z extasy? Możesz wszystko a świat jest cudowny i twój. Już nie mam tak po alkoholu. Już zmęczony nim jestem.

    I nadal mam to śmieszne uczucie, że jestem czyjąś zabawką w jakiejś grze. Tylko nie wiem czy ja tam gram czy tylko jestem niemym widzem. Kiedyś chciałem by ktoś przejął kontrolę a teraz mi wszystko jedno.
    Cały czas mam prawo do wszystkiego co chcę. Tylko nie jestem w stanie wziąć tego wszystkiego. Nie wiem czy ze zmęczenia czy z innego powodu. Zresztą nikogo to nie obchodzi to czemu miało by mnie?

    Dzień mija jak każdy inny. Chciałbym codziennie mówić wieczorem wow. Nie mogę. Nawet tak dobry kłamca jak ja nie potrafi okłamać samego siebie. Pozostaje tylko kurwa. Znowu nie wyszło tak jak chciałem.

    Już nie zastanawiam się nad odpowiedziami. Nie staram się nikogo nie urazić, nie boleć. Mam wyjebane. Bo czemu miałbym nie mieć? Czy ktoś się przejmuje, warzy słowa, które kieruje do mnie? Nie. A bolą. Ale nikt nie patrzy. Zaślepiony innymi sprawami. Mógłbym mieć pretensje, krzyczeć. Bo przecież to kurewsko niesprawiedliwe, że tak się ze mną dzieje. Lecz nie ma to sensu. I dobrze o tym wiem. Tak więc siedzę cicho.
    Czasem tylko jadąc autobusem zapatrzę się, zamyślę. Wtedy czuję ciężar wszystkiego co zrobiłem źle, co spierdoliłem. I czasem wtedy widzę Ciebie. I chciałbym się przytulić. Zmoczyć Twoje włosy swoimi łzami. Poczuć Twój zapach. Ciepło.
    Wiem, że to się nie stanie. Bo jesteś iluzją. Iluzją kobiety idealnej, której nie ma. Jednak sobie kiedyś Cię wymarzyłem. Jak zapewne każdy. I jak każdy nie spotkam Cię nigdy. Ale to nie znaczy, że nie poświęcę Cię świątyni.
    To nie samotność przytłacza, lecz świadomość tego, że nigdy Cię nie zobaczę i nie uśmiechnę się do Ciebie. Tylko dlatego, że jesteś.

    To zabawne jak ludzie słuchając jakiegoś kawałka zaraz zaczynają śpiewać refren. Albo i całe zwrotki. I dziwią się, że nie robię tego samego. Cóż, ja słucham muzyki a nie jakiegoś (najczęściej) marnego vocalu, który wsadzony jest na track tylko po to by go puścili w radiu. Tak, nie ma to jak zacząć w ogóle o czymś innym niż „powinno” się napisać. Pozbierałem się już (wprawę już mam w tym nie małą). Tak więc czas na update.
    Nie jest łatwo gdy ktoś, na kogo znacznie liczyliśmy wbija nam przysłowiowy nóż w plecy wtedy gdy go bardzo potrzebujemy. A to właśnie mnie spotkało. Powiedzieć można, że karma. Tylko, że nie zasłużyłem sobie aż na tak złą. Lecz karma to suka. Nie patrzy jak. Już nie godzę się na kompromisy, jeśli nie pasują mnie. Mnie! To zabawne, że tak późno biorę na poważnie życie za mordę. Ale chyba lepiej późno niż wcale?
    Nie chwalę się tym, tylko tak piszę. Czy czuję się z tego dumny? Nie. W głębi cieszę się z tego. Aach, głębia. Teraz stała się jeszcze głębsza. Wydaje mi się, że jest skrzynia, w której skryty jestem ja. Taki „prawdziwy”. I tą skrzynią, ze mną, zanurzam coraz głębiej w swoje alter ego (że tak się wyrażę). Bo to co widzą ludzie, to nie jestem ja. A nawet jeśli, to nie do końca.
    Czasem czuję się słaby, zraniony, zły. Zamykam wtedy szybko oczy i równie szybko je otwieram. Mózg gubi myśl, a ja go zajmuję czymś zupełnie innym. Po co mam stawać naprzeciw problemu? Obecnie wojna partyzancka jest o wiele lepsza.

    Pisanie czegoś innego, pomogło. O dziwo. Sam jestem tym zaskoczony. Nie żebym cały czas siedział i tam pisał, ale czasem jak mnie złapie wena, to siadam i potrafię pół godziny produkować się nad filmem. Może nie widać tego po objętości, ale tak jest.
    Ktoś mnie zapytał czemu nie o muzyce? Bo ona jest zbyt intymna. Ja ją chłonę i trudno by było mi napisać coś o niej. Bo na przykład jak ocenić kompilację? Dobór kawałków może być idealny, ale jednocześnie mogą być one osłuchane. Więc plus za to czy minus? I od cholery innych rzeczy. A głównie przekazanie moich odczuć co do producenckich dokonań byłoby dla mnie trudne. Dlatego film. Bo w zalewie ich, potrzebny jest ktoś, kto wskaże, co dobre (haha).

    Staram się doceniać ludzi, którzy są. Ale jest to trudne przez moje niegodzenie się na wszystko tak łatwo jak kiedyś. Staram się kurwa, lecz często nie wychodzi. Ostatnio bardzo często. I sam nie wiem czy powianiem się tym przejąć, czy po prostu płynąć…

    I jak brakowało mi zarwanej nocy ze słuchawkami na uszach.

    Btw – kurwa jak trzeba się namęczyć w tym pierdlonym „edytorze” dostarczonym nam przez blog,pl by notka wyglądała tak jak człowiek chce – omfg!

    Miss me?