Wpisy z okresu: 3.2011

    Chłodna Chmura
    I mroczno w duszy
    Jak mógłbym przypuszczać, że umrzesz
    Żegnaj ojczysty brzegu
    Jak nam trudno wyobrazić sobie, że to nie sen
    Ojczyzna, dom ojczysty
    Żegnaj Ojczyzno

    Marsz, marsz morska burza czeka nas, niedoczekanie
    Wiedzie nas przypływ i morska dal

    Hołd Ojcom i naszym Dziadom
    Przyrzekamy być zawsze wierni
    Teraz już nic nie jest w stanie zatrzymać
    Zwycięskiego kroku naszej Ojczyzny

    Ty Płyń, Płyń odważnie
    Dumo północnych mórz
    Nadziejo rewolucji, Iskierko otuchy wszystkich ludzi

    W październiku, w październiku
    Składamy Ci nasze zwycięstwa
    Nowy świat, który dali nam nasi Ojcowie.

    I wiesz, brakuje mi słuchania Ciebie. Tej przyjemnej, miodowej woni. Oddalasz się z dnia na dzień, a ja już nie gonię pociągu, w którym siedzisz. Bo wiesz, to jak zobaczyłem jak jedziesz coraz szybciej (no w granicach polskich kolei)… to wtedy było to ogarnięcie, że przecież jeszcze nie koniecznie wszystko stracone. Starałem się, może nie tak jak ktoś wyidealizowany, ale na swoje możliwości. I coraz częściej starą tapetę idealnych nas przerywa promień to nie ma sensu. Teraz już siedzę i patrzę na te przebłyski. Czasem padam na kolanach przed nimi płacząc rzewnie. I choć mam w ręku klej nie mogę jej skleić ponownie, bo drugą tubkę trzymasz Ty, a to klej dwuskładnikowy.

    Be free.

    2 komentarzy

    Nie zależy mi na ludziach. Chcę się poświęcić sobie, by ten rok był mój. Ale nie w sensie, że wszystko wygrywam, nie. To raczej takie roczne spa. Całkowite skupienie się na tym co mnie jara, co ja lubię i co chcę robić. Dużo będzie tego ja. Ale tak długo go nie było.
    Chcę mieć komfort psychiczny, że nic nie muszę, nikt ode mnie nie wymaga nie wiadomo czego. Wszyscy cały czas coś ode mnie chcą. A ja mam tego już dość. I mogę być chujowy, niesłowny i be. W dupie to mam. Nikt mnie nie zna na tyle, by móc tak powiedzieć i być przy tym sprawiedliwy.
    Nie mogę również zrozumieć, czemu tyle infantylnych ludzi mnie otacza. I okazują to akurat wtedy, gdy jest to najmniej odpowiednie. Ostatnimi czasy jest tego tyle, że zastanawiam się czy to nie jest jakieś zespolenie, coś ala jednoczesny okres przebywających lasek koło siebie. Może kurwa wyglądam jak pedobear albo mam jakąś magiczną moc przyciągania tego typu dziewczyn, ale kurwa. Teraz, gdy potrzebuje kogoś dorosłego a nie kogoś kto popłacze się, bo śnieg pada – nie mam takiego kogoś. I jakby nikt nie rozumiał mojej potrzeby.
    Chcę mieć w kimś oparcie, czy to tak dużo? I nie chcę rezygnować z siebie. Więc jeśli to pierwsze wymaga tego drugiego to dziękuję, ale dam sobie radę. Mnóstwo we mnie determinacji, chęci oddychania pełną piersią i robienia tego co lubię ot tak po prostu a nie chowania się z tym. I już o nic nie proszę.
    Z dnia na dzień tylko coraz bardziej utwierdzam się w tym, że moje postanowienia są dobre i obrana ścieżka właściwa. Czasem tylko nachodzą wątpliwości. Lecz nigdy nie trwają długo, bo momentalnie jest tak jak wcześniej i coraz mniej wierzę, że będzie inaczej.
    Smutno chwilami, bo w końcu to nie tak wszystko miało być. Ale przecież muszę pamiętać, że mam tylko jedno życie i wycisnę je jak cytrynę. No bo kim jesteś by zabronić mi żyć jak chcę?
    Zastanawiam się czy taki reset, zmiana miejsca, na przykład inne miasto by na mnie wpłynęło… Całkowicie nowi ludzie, wszystko nowe. Czysta karta, kreuję się na kogo chcę a wszyscy to łykają, bo przecież nie sprawdzą mojej przeszłości. Tylko czy to by nie była ucieczka? A nawet jeśli to czy nie mogę choć raz uciec? A jeśli nawet była by to ucieczka i dokonałbym jej ale okazało by się chujowo czy jeszcze gorzej niż tu? Co wtedy? Im dłużej nad tym myślę, tym więcej pytań, a to znaczy, że nie jest to dobra opcja.
    Jutro, a właściwie dziś zadam kilka pytań. Przewiduję odpowiedzi. Reakcje zapewne też, jednak nie dopuszczam ich, by mieć świeże spojrzenie i nie musieć udawać zaskoczenia. Mierzę się w sumie z samym sobą. Zobaczymy, czy jeszcze umiem lawirować.
    Nie będzie to gra. Choć może, w kilkanaście pytań. A potem zamieni się to w monolog. A co będzie dalej tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Bo i po co?
    Ważne, że będzie to kolejna odhaczona rzecz do osiągnięcia mojego celu.

    Nie boję się już niczego, bo wiem, że nikt nie jest w stanie podciąć moich skrzydeł
    i czy podoba się to Ci czy nie
    ja sięgnę gwiazd
    podczas gdy Ty zostaniesz na tu, na Ziemi
    żałując, że nie złapałaś mnie za rękę, gdy ją wyciągałem.
    I może nawet spadnie mi łza,
    ale nie będzie ona za Tobą, lecz
    ze szczęścia.