Wpisy z okresu: 9.2011

    Z głośników sączył się loungowy jazz. Tak, lubię czasem słuchać takiej muzyki. Nie wyszedłem do kuchni, mimo, że byłem głodny. Nie poszedłem tam też po wino. Nie próbuję go pić, bo jest modne, tylko wódka mi nie pasuje jakoś do obiadu. Choć bigos mam na obiad a tam pasuje idealnie. Alkoholika chcą tu ze mną zrobić…
    Ale ja nie o tym. Coś mi nie dawało się ruszyć. Siedzi to w głowie i mówi pisz. Mimo, że nie mam tak naprawdę weny. Chyba. Artykuły, to jednak tak zrywnie jak budowa drogi w tym kraju – szybko zostały zatrzymane. Na recenzje mam godzinne fazy, więc tego nie biorę pod uwagę.
    Zastanawiam się jak to będzie za pół roku. Nie wiem. Zima teraz, więc spokojnej muzyki nocami przy jakimś alkoholu będzie dużo. Lubię tak spędzać czas, mimo, że wiem, że śpisz. Niekoniecznie, bo chcesz. Możliwe, że bałbym się wpuścić Cię do tego mojego świata, bo mam wrażenie, że miałabyś niemałe trudności z odnalezieniem się w nim. Choć pewnie i tak bym Cię wpuścił.
    Na kilka rzeczy otworzyły mi się oczy. Czuję się mądrzejszy. Wnioski może, które zostały wyciągnięte, nie są niebywale ambitne, lecz takie normalne. Napisałbym wręcz ludzkie, ale jakoś mi to nie pasuje.
    Wiem co chcę robić. Wiem również co zrobić.
    Pójdź tam ze mną.

    Nie powinienem czytać tych słów teraz. Tak jak zamykać oczu i odcinać się od rzeczywistości oddając mojej wyobraźni stery. Spokojnie patrzeć jak po jakimś czasie przychodzą wspomnienia i teraz je mam w głowie. To mnie trzyma, mocno. Jestem w tym sam.
    Nie śpię. Miotam się na łóżku próbując stracić poczucie czasu i z ulgą rano zobaczyć ile godzin mnie ominęło. Choć przecież to te z dnia, gdy świeci słońce, mogą mi mijać bezpowrotnie. Nocą nikogo nie ma, jest cisza, względny spokój. Tylko myśli nie są przez nic blokowane.
    Dobrze wiem, że najlepsze dla mnie byłoby zaprzestanie i momentalne zajęcie mózgu inną aktywnością. Ale tak się nie dzieje – czytam więcej i więcej. Sam wbijam sobie igły słów w plecy. Bolą niedotrzymane obietnice, rzucone poważne słowa na wiatr i nadzieje, które nigdy nie stały się rzeczywistością.
    Nie umiem od tak machnąć na to ręką. I już nie wie czy to zaleta czy wada. Wiem, że sam napędzam tą spiralę, gdy już przesypuję się przez palce. Ale nie umiem przestać.

    Retro.

    Brak komentarzy

    Ciemna noc. Nie ciepła. A ja kolejny raz łapie się na tym, że patrzę w tą czerń mając w słuchawkach „Silence” od Delerium.  Nie chcę próbować nawet nazwać tego stanu; niech wystarczy, że on taki mój. Spokój, choć wcale nie ma rzeczonej ciszy.
    Słucham klasyków i zastanawiam się, gdzie mogłem być, gdy wyszły. Kurwa tyle opcji, tyle możliwości. Tyle lat a one ciągle noszą. Bo przecież mogłem obserwować jak scena raczkuje, pierwsze nielegalne imprezy czy kluby. To wszystko działo się obok mnie, a ja zbyt mało ogarnięty byłem by to wszystko śledzić, być w tym. Żałuję cholernie, jak mało czego.
    „Meet Her At The Love Parade” Da Hoola a ja najchętniej wyszedłbym na ulicę przed blokiem i odjebał dzikie pląsy jak na Paradzie. I uśmiechałbym się do mojego drzewa.
    Brak moich 5500 mi doskwiera. Dawno nie zanurzyłem się w dźwięku cały.
    Kurwa… „Back To Earth” Yves Deruyter – kto dziś by sobie pozwolił na samo „klikanie” w breaku? I ten minimalizm, z którym cały minimal nie był w stanie się równać.
    Mówi się, że szarga się miłością na prawo i lewo. Ale ja kocham odkrywać muzykę na nowo – jak inaczej to brzmi na 555, które mam na uszach a jak inaczej jak je w powietrze noszą 5500.

    Nie będę pisać już, całkowicie zgubiłem temat przez tą kompilację: Retro Arena Mastermix vol. 2 (mixed by Yves Deruyter).
    Ciemno, chłodno, ale nie zimno, w miarę wygodne miejsce do leżenia, zmrużone a czasem przymknięte tylko oczy i to. Dawno tak nie słuchałem.