„Spadam w dół,
bez zabezpieczenia”

Czas zatacza koło a ja znów rzygam życiem. Bezpłciowe, pozbawione smaku a przede wszystkim nie takie jakie chce. Mimo to budzę się codziennie i gorzko uśmiecham się na myśl o kolejnym, spierdolonym dniu.
Wszystko jest z dupy, nie tak i w ogóle jestem na nie. Nowy kierunek a na nim jebany niemiecki. Przyjebany plan, gdzie trzy dni muszę wstawać na ósmą. Podwyżka biletów autobusowych. Pogoda, która nie może się zdecydować czy ma być ciepło czy może nie, a w rezultacie mamy pizdę. Ja nie wiem kto jest za to wszystko winny, ale należy mu się wielki karny kutas wytatuowany na czole.

Moja własna beznadziejność dobija mnie w tak wielkim stopniu, że baza do drinków mi rośnie (a jest jej już z dobre cztery litry) a ja nie mam ochoty choćby na jednego.