Wpisy z okresu: 12.2011

    Im dłużej tu jestem tym bardziej moje myśli skaczą sobie to tu, to tam. Niektóre są zabawne, a niektóre wręcz przeciwnie. Czasem nawet klaruje się z nich jakieś postanowienie. Jednak szybko jest ono torpedowane. Choć pewnie to i lepiej, bo nie jest dobrze pod wpływem tego całego świątecznego syfu, podejmować jakiekolwiek postanowienia.
    Miałem jeszcze pół godziny temu zebrane myśli choć te, które chciałem przelać na klawiaturę. Teraz jest wszechobecna pustka wypełniana tylko co jakiś czas kaszlem (który męczy mnie kurwa od kilku dni i nie chce przestać).
    Coraz częściej widzę jak chcę by wyglądało moje życie. Wiem co ma być na prawo, co na lewo, jak ma wyglądać to czy tamto. Nie jest to jeszcze raport ostateczny, jednak jest on bliżej niż dalej. Pozbywam się ostatnich lęków – nie mówienie czegoś, bo może zaboleć. Nie jest to łatwe na co dzień, bo w wielu drobnostkach kłamię kilku osobom, by nie boleć. Jasne, mógłbym mówić wszystko co myślę, tylko nie widzę sensu – moja szczerość nic mi nie da, tylko ewentualnie zrazi je do mnie. A kilka osób tych, którym serwuję co jakiś czas białe kłamstwa nie chcę do siebie zrażać. Mimo to rośnie we mnie coraz większe niezadowolenie, a właściwie jest to niezadowolenie do jednej osoby. To chyba źle, że myślę w takim czasie nie zawsze w samych superlatywach o niej. Ale chyba inaczej nie umie. Dopiero wśród tych odrapanych, białych ścianach mam ten spokój i siłę, by te myśli się przebiły. W codzienności giną, przygniatane współczuciem, nadzwyczajnym zrozumieniem i innymi tego typu myślami. Jednak muszę w końcu wywieźć stąd tą siłę, którą mam tu.
    Wygląda to trochę tak, jakbym robił swoisty bilans strat i zysków swojego dotychczasowego życia przed moim ćwierćwieczem. Wydaje mi się, że jeśli teraz niczego nie zrobię, nie wezmę i nie zrobię tego co chcę i jak chcę, to już nie będę mieć impulsu by zrobić to w ogóle. A tego kurewsko nie chcę.
    Tak więc siedzę nocami i obserwuję bitwę moich myśli.
    Jedno wiem na pewno – nastał czas czynów.

    Zima, której nie ma. Śnieg, który nie pada. Muzyka, która nie pasuje do pogody. A właściwie to pogoda nie pasuje do muzyki. Bo jazz z kobiecym wokalem to dla mnie właśnie zima. I mimo, że za oknami jej nie ma, to mam ją w sercu. Tęsknię za nią.
    Jak co roku, tak i teraz, przez głowę przebiegają mi przebłyski minionego roku. Nie wiem czy mam go zaliczyć do udanych czy nie – trudno mi ocenić. Może rozpiszę sobie plusy i minusy i zrobię zestawienie? Choć będąc realistą nie sądzę, by było tych pierwszych więcej.

    Kilka dni temu poczułem się jakby ktoś walną mnie w głowę porządnie. Z tyłu, po lewej stronie. Mocno. I to było w momencie gdy zobaczyłem przerobiony kadr z Alicją z Krainy czarów w wersji Disneya. I jedna myśl po tym: „A gdzie jest, co robi i czy też zastanawia się nad tym ta, z którą być może dam się zaobrączkować”. Mimo, że siedziałem, czułem jakie miękkie mam kolana. Na karku momentalnie pojawił się pot, ale nie było mi gorąco. Nie było też mi zimno; dziwny stan.
    Chwilę mi zajęło dojście do siebie, a gdy już się to stało, to zacząłem nad tym myśleć. A co jeśli jest w drugim pokoju? Może jest gdzieś niewiadomo gdzie i potrzebuje pomocy?  Czy może siedzi w podobnym pokoju przed kompem i zastanawia się nad tym samym co ja? Długo nie mogłem nad tym myśleć, bo gdybym to robił cały wieczór mógłby się źle skończyć – nad rozmyślaniach. Nie żeby były złe, ale akurat miałem ochotę się odmóżdżyć.

    U kogoś jest źle, nie mogę pomóc. Już nawet nie pytam. Więc jestem niemym widzem miotania się od bólu po niemoc. Dziwnie tak tylko obserwować, trochę jakbym miał błękitny hełm i przypatrywał się jak rebelianci palą wioskę, tłumacząc, że ogrzewają domki, więc nie mogę interweniować.

    Z czego jestem dumny, to z powolnego brania się za siebie i to co odkładane było tak bardzo w czasie. Single zaczynają lądować z dysków na płyty, napoje słodzone nie są już codziennością i staram się gotować nawet jak nie mam humoru. To małe kroczki dla kogoś tam, ale ja jestem z nich zadowolony. Pierwszy raz zaczyna się to toczyć tak jak chcę.

    P.S. Mam taka jedną starą notatkę, napisanę chyba z pół roku temu. Powinienem ją chyba przepisać z karteczek przed końcem roku. Ale jakoś nie jestem do tego przekonany, bo wydaje mi się… dziwna.