Wpisy z okresu: 1.2012

    Nie ma i nie będzie zapewne jeszcze przez długi okres czasu zrozumienia dla nas. Podobno jesteśmy przyszłością tego kraju. Nie bardzo to widać. Bo nie ma dla nas zrozumienia. Bo ja nie mogę, jak wielmożny pan profesor zachorować. I chuj w to, że masz człowieku zwolnienie, nawet jakby było podopisane przez samego ministra zdrowia to nic nie da, bo przecież wielmożny pan profesor ma wyjebane – nie musi Ci tego przyjąć. I to nic nie znaczy, że na początku swoich „interesujących” wykładów powiedział, że nie będzie list, że nie trzeba chodzić, byle sala była w połowie pełna. Kurwa, co tam, że już na trzecich zajęciach zaczął ową listę puszczać. Przecież nie ważne co powiedział wcześniej, może wszystko robić, w końcu to on nam robi łaskę, że da wpis. Tylko szkoda, że w swojej mądrości zapomniał, że bez nas nie będzie mieć pensji. I mam nadzieję, że jak będą studia płatne to zlikwidowana zostanie katedra kształcenia pogodynek.

    Siadam na przystanku i patrzę na tak samo wyglądające dziewczyny. Każda mysli, że jest miss, że wygląda zajebiście. Wszystkie toną w morzu czerni albo w szarości, ale jak zapytasz to powiedzą, że mają swój styl. Popierdalają albo w różnych wariacjach oficerek albo w tych kapciach, które tej zimy były tak wszędzie lansowane. I ponownie są oryginalne. I już nawet nie zastanawiam się co siedzi w ich głowach, albo skąd czerpią inspirację. Mam wyjebane, bo klony przemijają; są nudne.

    I siedzę teraz pijąc nowy wynalazek Wyborowej – citrus Squeeze, bo już nie mam siły. Nie chcę znów tracić czasu grając, choć wiem, że dzięki temu dobiłbym do piętnastej, a wtedy już nie pogram. Chciałbym złapać kogoś za rękę i pójść na kampus, usiąść w śniegu i śmiać się z tego jak jutro przez to będę zdychać z czterdziestopniową gorączką. Ale to się nie stanie.

    Topię świat, który jest wokoło w muzyce i Wyborowej. Wiem, że nie jest to rozwiązanie, mądre też to nie jest, ale rozpływam się słysząc nowy album Moonbeam. On zabiera mnie daleko, tam gdzie jest spokój i tak jak chcę. A Wyborowa rozgrzewa mnie od środka. Ktoś musi.

    Okazało się, że radio studenckie, nie jest dla wszystkich, bo ma profil „popowo-rockowy”. I nic to, że mają kilka audycji autorskich na krzyż i niską słuchalność, która mogłaby być podreperowana reklamą, którą bym załatwił. Lepiej trzymać się tego, żeby grała tam prosta muzyka. No ale czego wymagać od radia, gdzie kawałkiem tygodnia jest coś od Kazika, a szefowa nie rozróżnia trance od techno?
    Nie jestem zawiedziony, bo nawet się tego spodziewałem. Trochę ambitniejszej muzyki, mniej mainstremowej i już biedna szefowa się zgubiła. No ale przecież nie załamię się, bo nie będzie mnie słuchać 2,5% ludzi w mieście. Bo taka jest średnia słuchalność i jakoś nikt nie wpadł na to, że może dlatego, że nie oferują nic, czego by nie było w Esce czy Planecie. No ale cóż.

    Kupując dwa lata temu telefon (zmusili mnie!), było kilka ciekawych opcji do wyboru. A teraz? Teraz za telefon, który chętnie bym wziął, karzą sobie płacić tysiąc dwieście złotych. I to w abonamencie za osiemdziesiąt złotych. No bez przesady. Co lepsze, w Playu są droższe telefony niż w takim Orange. No niebywałe. I chyba raczej rozstanę się z Playem, skoro sądzi, że nie mając mi do zaoferowania żadnego fajnego telefonu zostanę z nim. Może i ofertę nadal mają najlepszą, ale chciałbym zmienić telefon na coś na Androidzie.
    Od dwóch dni dobija się do mnie bok, bo kończy mi się niedługo umowa. Ale nie sądzę, by mi mieli coś do zaoferowania ciekawego. Jak nie, przeniosę sobie najwyżej numer do innego operatora. Bo numer mam fajny i, uwaga, zapamiętałem go. Więc nie mam zamiaru uczyć się nowego.

    Vectra jest w stanie obudzić się po tylu latach i zacząć naliczać odsetki za nieopłacone w terminie rachunki. Ani nie wiem ile wynosi stawka za dzień zwłoki, ani od jakiej kwoty, a może jest stała? W każdym razie to zaczyna być zabawne, bo nie potrafią czasem tumany utrzymać dobrej prędkości, bo jak łącze zamuli, to z 128 Mb/s robi się 6MB/s. Ale co tam takie małe niedogodności techniczne, najważniejsze by jeszcze odsetki dojebać.

    Btw – laska z boku z Playa się do mnie dodzwoniła. Telefon, który mnie interesuje – jasne, że miałby pan taniej (abonament mam za siedem dych od dwóch lat btw): z 689 zł na 609 zł. Parsknąłem śmiechem i powiedziałem, że idę do konkurencji, na co usłyszałem, że telefony konkurencja może i ma taniej, ale abonamenty gorsze, minut mniej dostanę. Zamknęła się dopiero jak jej powiedziałem, że przecież przy przenoszeniu numeru, dostaje się najczęściej dwa razy więcej minut. Ehh, widze, że Play zaczął dawać dupy.

    2012.

    3 komentarzy

    Jest trzeci już dzień nowego roku. Jesteśmy dopiero na jego starcie, a ja już czuję się jakby był przegrany. Nie, nie żebym ja go przegrał – to społeczeństwo przegrało. Znów rządzi PO, które jest jak moja była – dużo mówi i nic nie robi. Nadal wyczekujemy czegoś, z czego będziemy dumni. Nie, Euro 2012 będzie porażką w każdym aspekcie: organizacyjnym sportowym i narodowym. Nawet nie ma czegoś, co mogło by być powodem do narodowego uśmiechu…
    Sam mam kilka spraw, z którymi w tym roku się uporam. Bo tak, bo chcę. I to zrobię. Ba, robię. Trochę jak alkoholi wychodzę sobie naprzeciw temu wszystkiemu. Małymi kroczkami. No bo gdzie mi się kurwa śpieszy? Bardziej i tak już nie spierdolę – może być tylko lepiej.
    Zacząłem więcej się uśmiechać. Mniej zwracam uwagę na różne błędy czy głupotę. Bo i po co? Uśmiech i tak nikt nie wie czy to ten z rodzajów politowania czy ten rozumiejący. Nikt przecież nie zna moich uśmiechów, więc jestem bezpieczny.
    Poprzedni rok zwiastował, że już nie będzie tak beztrosko… Mam nadzieję, że były to tylko chwilowe przebłyski, które nie staną się normą. Ciężko by było mi to przeżyć. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że straciłbym cząstkę obecnego siebie. Ale pamiętam – małe kroczki, przecież nie mogę sobie zrazić zbytnią nachalnością.

    Czytacie to co piszę ponad sześć lat. Nie wiem ile będę jeszcze pisać. Choć chciałbym chyba do końca swojego życia. W każdym razie dzięki za dotychczasowy czas. Fajnie czasem myśleć, że komuś podoba się to co piszę. Ba, nawet czasem nawet napisze komentarz. Nigdy nie wiedziałem (a jestem zbyt leniwy by się dowiedzieć) ile stałych czytelników mam. Ale mam ciekawą promocję – spamytylko[at]gmail.com. To adres, na który możecie coś napisać do mnie. Nie mam pojęcia co, to zostawiam wam. Nigdy tego nie robiłem i sam nie wiem co mną kieruję, ale w każdym bądź razie, jeśli ktoś miałby ochotę na bardziej dwustronny kontakt, to ma tą szansę.

    Btw – przeszczepy dla Maleństwa są w drodze, na razie ma serce. Czeka jeszcze tylko na mobo i ram i będę mógł dokonywać transplantacji. No i do końca tego tygodnia będę wiedzieć czy mam swoją audycję w radiu czy nie (normalnym radiu Fm – old school suko!).