Wpisy z okresu: 6.2012

    Przyszedł do mnie złodziej. Nigdy nie miałem do czynienia z osobą tego pokroju, więc nie wiedziałem jak się mam zachować. Wiedziałem, że to osoba bez honoru, ale nic po za tym. Nie dane mi się jednak przekonać, ponieważ złodziej, a uściślając złodziejka nawet nie powiedziała mi „cześć”, choć wiedziała, że jestem w domu. Jeśli dodamy fakt, że kontaktowała się ze mną przez kogoś trzeciego to jak bardzo żenujący jej obraz się rysuje chyba każdy widzi.
    Nie, nie zależy mi by się odezwała. Sam fakt, że się mnie boi bawi mnie setnie. Nigdy bym nie przypuszczał, że ktoś, kto uważa się za inteligentną (ha, ha) osobę i w dodatku dorosłą tak się będzie zachowywać. Unikanie jak ognia, podjazdy, byle tylko nie stanąć oko w oko. Wychowano mnie tak, że jak się coś pożycza to się to oddaje. Widać ją wychowano inaczej.
    To jedna z atrakcji jakie przyniósł mijający tydzień. Ominę mało ważne zdanie (prawie, z serdecznym chujem w dupę kretynowi od geografii) sesji. Ominę również fakt, że choroba chciała mnie rozłożyć, ale się nie dałem. Płynę, coraz bardziej płynę. Na coraz mniejszej liczbie rzeczy mi nie zależy, nie chce mi się. Nauczyłem się czegoś od Ciebie, widzisz?
    Najpierw słyszę, że mam być taki jak jestem, naturalny a potem słyszę, że nie podoba się to czy to. Trochę głupieję – bo jak w końcu kurwa? Mam być taki jak zawsze czy jednak inny. I nic to, że mówiłem, że tak to się skończy, że nie będzie Ci się podobać jaki jestem na co dzień. Ale co ja tam się znam. Ty przecież zawsze wiesz lepiej.
    Mówisz, że lubisz wszystko, ja w to i tak nie wierzę. I ja tak górnolotnych zdań nie wypowiadam. Życie uczy, że nie ma takich osób, w których wszystko by pasowało. Często uśmiecham się, albo puszczam mimo uszu jakieś głupoty. Wolę się nie odzywać, bo to i tak nie ma sensu. Albo zostanę zasypany gradem słów z zerową ilością argumentów albo obrazisz się na cały świat. Przecież Ty wszystko wiesz lepiej.
    Mnie się nie chce tłumaczyć, wszystko powiedziałem. Choć ostatnio wypsło mi się coś czego nigdy nie mówiłem. I co z tego, skoro skończyło się tak jak zawsze. Nie było tematu, nie było do niego powrotu, nie było choćby jednego, pierdolonego pytania.
    Ale i tak dziwisz się, że niczego nie mówię.

    Siedzimy zamknięci w swoich domach, pokojach, ukojeni muzyką, która zagłusza te nieprzyjemne myśli. Ktoś siedzi we Wrocławiu, ma widok na mosty, które łączą jedne brzeg z drugim. Ktoś inny skąpany w ciszy i zieleni oddycha po dniu wyścigu w stolicy. A jeszcze ktoś inny w centrum blokowiska cieszy się nocą. Nie znamy się i nigdy się nie poznamy. Nie mogę powiedzieć nawet, że łączy nas muzyka, nie. Ale łączy nas chęć do oderwania się od rzeczywistości albo po prostu najzwyklejsza potrzeba relaksu przy dźwiękach jakie nas koją. Zastanawiam się co u was, jak żyjecie, czym się jaracie i co was boli. Możesz być tylko awatarem na lascie, albo nickiem, którego jakby znam, bo od kilku lat wymieniam z nim poglądy na forum. Wszędzie tam kryje się ktoś, kto jest inny od nas. Może mieszkać w małej mieścinie zabitej dechami, albo na obrzeżach dużego miasta. Może znajdować się w dużym domu z patio a może pisać z betonowych ścian wielkiego mrowiska. Może mieć naście lat a może mieć już ćwierć wieku. Może być szczęśliwie zakochany nie wiedząc nawet, że jego panna dupczy się z innym a może być szczęśliwym samotnikiem. Tysiące kombinacji, które nas różnią tracą sens w momencie gdy siadamy i słuchamy muzyki.
    Nie mam pojęcia czy ktoś tak jeszcze ma; że siedzi i zastanawia się jak wygląda życie kogoś obcego, z kim nawet nie gadał dłużej niż godzinę. Ot kilka wymian wiadomości na lascie i koniec. Sam nie wiem skąd mi się to bierze, ale jest to czasem na tyle silne, że łapię się na zawieszeniu się kilkuminutowym nad tym zagadnieniem.
    Podobnie mam oglądając teledyski do elektronicznych kawałków z lat 90-tych. Standardowy clip, w którym laska ucieka niewiadomo przed czym, miasto miga przed oczami. Nieznane miejscówki, zaułki, bramy, podwórka czy ulice, które wyglądają tak bardzo obco a jednocześnie tak ciekawie. I nie umiem powstrzymać myśli od tego jak wyglądają teraz. Ale jeszcze silniej zastanawiam się co z tą dziewczyną, która biegnie: czy żyje, a jeśli tak to czy jest szczęśliwa, czy zrobiła karierę, może już ma męża… A może nie żyje, bo zginęła w wypadku samochodowym uderzając w filar mostu, gdy wracała z planu innego klipu do ukochanego.
    Setki scenariuszy, tysiące kombinacji a mój mózg nieustannie mieli informacje, stwarza hipotezy, układa historie. Nie wiem ile razy były to tylko jego bajania a ile razy miał rację. I chyba to jest właśnie fajne, że tego nie wiem. Mimo tego, że czasem tak bardzo chciałbym wiedzieć gdzie dokładnie był kręcony ten klip, czy ulica na której dzieje się on nadal wygląda tak jak w nim, czy laska, która się do mnie uśmiecha z ekranu jest szczęśliwa…

    Chciałbym gdzieś wyjechać. Chłonąć atmosferę innych kultur, obyczajów, zachowań. Patrzeć i uśmiechać się jak inne to jest niż u nas. Chciałbym zobaczyć jak można żyć bez wszechobecnej informacji o tym co dzieje się na świecie. Jak można wytrzymać bez muzycznych czy filmowych nowinek. I tak, wiem, że mógłbym z łatwością zrobić to w Polsce, ale na to przyjdzie czas. Bo uważam, że do zwiedzania ojczyzny trzeba dorosnąć, bo to nie jest tylko sama radość, zwłaszcza na wsi. A ja za młody jestem na zadumę nad losem własnej ojczyzny i współmieszkańców. Choć może po prostu na razie mam to w dupie i mam wystarczająco swoich rzeczy na głowie.
    W każdym bądź razie zjechanie jakiegoś kraju samochodem (bo nie jest się uzależnionym od kaprysów lokalnych środków transportu) to obecnie jakieś marzenie. Tylko nie wiem sam czy chciałbym udać się w taką podróż sam, z jakimiś cyckami czy z paczką. Ale przecież to nie ważne, bo i tak wszystko wyklarowało by się na spontanie.
    Chciałbym na początku pojechać do kraju, który nie jest wybierany często przez turystów, którego ofert raczej nie znajdzie się w katalogu popularnych biur podróży. Azerbejdżan mi się marzy, zwłaszcza, że trochę cywilizacji wpadło przy okazji tej śmiesznej Eurowizji. I wiem, że łamane są tam prawa człowieka, a naród trzymany jest krótko za mordę. Ale co z tego, jak patrzę na zdjęcia to chcę tam być. Wszystko jedno czy w mieście czy gdzieś na otwartej przestrzeni. Po prostu oglądam i chłonę to wszystko jak gąbka, widzę się na tych ulicach, chłodno mi, zamykam oczy i obracam się na pięcie robiąc kółko i wypuszczając dym papierosa z ust…
    I jedzenia chciałbym popróbować. Ale takiego w jakiś knajpach lokalnych, nie eleganckich restauracjach ale miejscach gdzie miejscowi chodzą. Bo o piciu lokalnych trunków chyba nie muszę wspominać.
    Kurwa jak chciałbym tam być…

    I miałem sobie w spokoju pograć, niczym nieskrępowany, bo dziś mieszkanie wolne całkiem jest. A skończyło się na tym, że myśli me skaczą z tematu na temat. I zatrzymały się teraz na całkiem nieprzyjemnym – bo co będzie jak już skończę studiować. Trzeba będzie znaleźć pracę, ale kto mnie przyjmie? Gdzie znajdę pracę? Czy w ogóle się do tego nadaję? A może wyjadę stąd, bo nie sądzę, żeby praca za 1500 złotych w jakikolwiek sposób mi starczała. I to nie chodzi o wybujałe ambicje, ale wiem ile kosztują mieszkania, jedzenie i rzeczy do życia potrzebne jak ciuchy czy chemia. Tu nawet miejsca na rozrywki nie ma.
    Czy jak wyjadę będzie mi łatwiej? Czy dam sobie radę, dogadam się, znajdę pracę, zaaklimatyzuję się? Tyle wątpliwości a przecież całkiem daleko jeszcze do tego. A ja już myślę…
    Nie przeczę, boję się tego momentu kurewsko, gdy przed nazwiskiem będę mógł sobie pierdolnąć mgr na wizytówce.

    Tyle takich dziwnych myśli we mnie a ja nie mam komu ich opowiadać, bo nigdy ich nie ma jak ktoś odpowiedni jest obok.