8/

    2 komentarzy

    Prawie językiem mykam po klawiaturze…
    Chce mi się spać! Idę do budy, tzn. do łóżka… Ale ja się z niego od popołudnia nie ruszam?! Nie wiem już sam.

    Rof woof,
    idę w kimę.

    Mówiłem Ci, że nocą rozum śpi, a do głosu dochodzą uczucia. Teraz też tak jest. I mam tylko dla Ciebie jedną radę:

    Wróc, póki jeszcze możesz…

    Żyję???

    Brak komentarzy

    Ty, otulona ciepła pierzynką, śpisz sobie słodko wśród kilkunastu maskotek. I Ty mówisz, że jesteś twarda? Śmieszne…
    Pewnie nawet nie pomyślałaś o mnie ani razu. W końcu masz kogoś nowego. Choć na swój sposób jests stary. W sumie to Twój były.

    Ja, otulony jedynie wspomnieniami, siedzę i piszę te głupoty. Ale nie chcę inaczej. Już napłakałem się. Czas teraz na noc gdybania „co by było gdyby…”

    Ale wiesz, jedno mnie zastanawia:
    Czy jesteś szczęśliwa?

    Jestem sam…

    1 komentarz

    Oddam ciało,
    oddam nawet duszę,
    przecież kogoś kochać muszę…

    Ja- Chcesz się przyjaźnić?

    Ona- Tak.

    Ja- To kiedy się spotkamy?

    Ona- Nie wiem.

    Ja- To pomyśl.

    Ona- Cały tydzień szkoła.

    Ja- To może przyjde po Ciebie pod szkołę?

    Ona- Nie, on przychodzi po mnie.

    Ja- Acha…

    Hope…

    Brak komentarzy

    Przed chwilą skończyłem oglądać „Dzieci z Leningrackiego”… Mocna rzecz!
    Ale pomogł mi zrozumieć, że moje problemy przy nich, to pikuś, nic, zero. One nie mają mamy, do której mogę się w każdej chwili przytulić, i która im zawsze i mimo wszystko pomorze. Nie mają domu, jedzenia…
    A ja urzalam się nad sobą…

    Zima

    2 komentarzy

    Stała jak zwykle koło przystanku. Oparta o jego filar, z telefonem w dłoni. Od czasu do czasu omiata wzrokiem wszystkich przechodniów w oku. Nie widząc Go znów powracała do śledzenia wyświetlacza telefonu.
    Aż w pewnym momencie dostrzegała Go. Jak zwykle spóźniony. Patrzył na Nią i uśmiechał się. I choć Ona była wściekła, że znów jest spóźniony, choć obiecywał, że się nie spóźni, odpowiadała uśmiechem.
    Ruszała w Jego stronę, gdy tylko On przekroczył krawężnik po Jej stronie ulicy. Już z daleka przepraszał za spóźnienie, jak zwykle usprawiedliwiając się, że mam wcisnęła mu w ostatniej chwili obiad, lub tym, że uciekł mu autobus.
    Ona tylko patrzyła na Niego i choć próbowała udawać, że jest na Niego zła, to nie za bardzo Jej to wychodziło, bo szybko na Jej twarzy pojawiał się uśmiech. Uśmiech, że znów jest przy Niej.
    W końcu gdy podeszli do siebie blisko, On nachylał się, by Ją pocałować. Ona zadzierała główkę w górę i czekała aż ich usta się spotkają. I choć nie lubiła całować się na ulicy, to robiła to dla Niego.
    Potem łapali się za ręce i szli. Ona obowiązkowo po Jego lewej stronie. Szli blisko siebie jakby bali się, że się zgubią.
    Szli równo, noga w nogę. A gdy któreś z nich się pomyliło, drugi zwalniało i dopasowywało krok do drugiego.
    Czasem, gdy było Jej zimno, trzymała prawą rękę w Jego kieszeni kurtki, bo nie chciała Go puszczać. Dzięki temu, czuła, że nie jest sama. Ktoś obok, kogo ściskała rękę, był z Nią nie dlatego, że jest piękna, tylko bo Ją kocha. Nie za to jak wygląda, tylko za to, jaka jest w środku.
    On odnalazł w Niej wszystko. Jego świat streszczał się w Niej. Była dla Niego wszystkim.
    Gdy szli, trzymając się za ręce, czasem miał wrażenie, że ściska go mocniej. Jakby bała się, że zaraz może go nie być, a to wszystko co było, okaże się iluzją.
    Mówiła mu o tym czasami. Bała się zostać sama. Nie często nachodziło Ją na takie szczere wywody. Była skryta, zamknięta w sobie. Mówiła, że to wszystko przez to, że na wielu osobach już się zawiodła. Patrzył wtedy na Nią i myślał: „Nigdy Cię nie skrzywdzę i nie zawiodę Twojego zaufania.” Ale to zostawiał dla siebie. Jej ukazywał się tylko uśmiech.
    Zresztą jeśli chodzi o otwartość, to Ona nigdy taka nie była. Był pierwszą osobą przed którą się tak otworzyła. Nie naciskał Jej, raczej zachęcał, by mówiła. Tak jak ze wszystkimi, Ona powoli otwierała się prze Nim. Ale nigdy do końca. Po pewnym czasie zaczęło mu to przeszkadzać, ale krył to w sobie, bo wiedział, choć Go to ogromnie dziwiło, że ma problemy z tym, by się przed kimkolwiek otworzyć tak zupełnie. Ale nie mówił Jej tego, bo wiedział jak to dla Niej jest trudne.
    Obydwoje nigdy nie byli w stosunku do siebie w pełni szczerzy. Skrywali w sobie frustracje, chcą ochronić się nawzajem przed bólem i cierpieniem. Jednak prawie zawsze kończyło się to po pewnym czasie wybuchem danego problemu ze zwielokrotnioną siłą. Bo to wszystko narastało w nich. Choć skrywane głęboko, to w końcu osiągało swoje apogeum i nie było innej możliwości jak rozładowanie i wyrzucenie tego. Wtedy stężenie bólu było ogromne dla obydwojga. Ale oni chyba tak woleli – kłócić się jeden dzień i miesiąc mieć spokoju.

    Chciałbym potrafić Jej wybaczyć…
    Lecz nie potrafię. Bo jak można wybaczyć komuś, kto przez 10 miesięcy zapewnia Cię, że kocha, potrzebuje, pragnie, a potem mówi: już Cię nie kocham?
    Może nie chcę wybaczyć?
    Założyłem tego bloga, by był manifestem tego, że faceci też mają uczucia!
    Dałem Jej wszystko, a Ona mnie zniszczyła…

    Walczyłem…
    Starałem się…
    Chciałem spróbować jeszcze raz…
    Chciałem dostać szansę…
    Ale Ona nie chciała. Wbiła mnie w ziemię swoim zimnem, obojętnością, irytacją. Nie zaznałem tego w ciągu całych 10 miesięcy, które razem przeżyliśmy.
    Jestem słaby, zraniony, zły.
    Nienawidzę za to siebie i całego świata.
    Nie chcę dalej egzystować. Chcę opaść na dno. Pogrążyć się w nicości.
    Chciałem odejść. Tylko to było dla mnie rozwiązaniem. Przecież nie miałem dla kogo żyć. Była tylko Ona…
    To na Niej opierał się mój cały świat. To Ona była dla mnie wschodem i zachodem. To z Nią chciałem płakać, śmiać się i… tego już nie ma.
    Nie ma nas…
    Czy kiedyś jeszcze będzie? Nie wiem. I choć w to wierzę, to nie chcę sobie robić nadzieji.
    W końcu życie jest chujowe i zawsze się upomni o swoje…